Branża

Przekonaj się, jak naprawdę „rozbić bank” własnego życia

Ruch to jeden z filarów zdrowia i sukcesu. Klucz tkwi w tym, by wybrać taką aktywność, która sprawia Ci przyjemność. Źródło: Pexels.com, Guduru Ajay Bhargav.

Przekonaj się, jak naprawdę „rozbić bank” własnego życia

Szóstka w totka to nie rozwiązanie. Często wydaje nam się, że gwałtowna życiowa zmiana lub przypływ gotówki rozwiążą wszystkie nasze zawodowe i osobiste problemy – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wpadamy w pułapkę ciągłego biegu, zapominając o tym, że trwała efektywność, sukces w sferze biznesowej oraz osobiste szczęście są nierozerwalnie splecione z naszą kondycją psychofizyczną.

Po latach doświadczeń związanych nie tylko z prowadzeniem działalności, ale i z coachingiem oraz szkoleniami dla przedsiębiorstw, odkryłam fundamentalną prawdę: jedyna praca, którą warto bezwzględnie wykonać, to praca nad sobą.

Bez niej, choćby oferowano Ci profesjonalną pomoc na najwyższym możliwym poziomie, byś mógł doskonalić swoje umiejętności, w Twoim życiu zawodowym nadal się nic nie zmieni. Nie potrzebujesz mitycznej motywacji, potrzebujesz nauczyć się, że to właśnie te często pomijane podstawy pomagają odzyskać poczucie sprawczości, a także radość, niezależnie od zajmowanego stanowiska.

Wielka presja i życie w „niedoczasie”

Wyobraź sobie swój typowy dzień. Jako lider, menedżer bądź przedsiębiorca czujesz na karku oddech goniących terminów. Zamiast pożądanej jasności umysłu towarzyszy Ci rozdrażnienie, a zmęczenie podąża za Tobą niczym cień. Mimo że radzisz sobie z obowiązkami zawodowymi na tyle, żeby „utrzymać się na powierzchni”, Twoja wydajność pozostawia wiele do życzenia. Natomiast kreatywność możesz przywołać jedynie we wspomnieniach.

Uwikłany w sidła rutyny i konieczność ogarniania niekończącej się listy zadań, na koniec dnia wychodzisz z biura z wielkim westchnieniem. Wracasz do domu, mając nadzieję na upragniony odpoczynek, ale okazuje się, że bateria Twojego organizmu jest już wyczerpana i jedyną rzeczą, na jaką masz siłę, jest niekończące się scrollowanie czy patrzenie w telewizor. To jednak wcale nie przynosi Ci ukojenia. Brzmi znajomo?

Przez lata, rozmawiając z ludźmi przy okazji różnorodnych spotkań oraz szkoleń, z ciekawością zadawałam ludziom jedno, z pozoru niewinne pytanie: „Co byś zrobił, gdyby jutro okazało się, że trafiłeś główną wygraną na loterii?”. Niemalże za każdym razem padało: „Rzuciłbym pracę”, a ulgi w głosie wypowiadającej te słowa osoby nie sposób było przeoczyć. Byłam tym zjawiskiem zafascynowana.

Początkowo, patrząc na to przez pryzmat przedsiębiorcy, analizowałam to pod względem konkretnych miejsc pracy. Może warunki finansowe były niewystarczająco dobre, atmosfera pozostawiała wiele do życzenia, a może coś innego wymaga tu poprawy?

Po głębszej analizie jednak doszłam do wniosku, że za tą powszechną odpowiedzią kryje się coś więcej, niż chęć zmiany biura czy szefa. To była podświadoma tęsknota za konkretnym rodzajem wolności: od wewnętrznej presji, stresu, przemęczenia oraz bycia w ciągłym „niedoczasie”. Chodzi tu o upragnioną chwilę oddechu, której nie potrafimy dać sobie sami – a przecież jest to możliwe. Zamiast bezustannie kręcić się w kółko, dobrze jest wyłamać się ze schematu i zacząć dbać o to, co ważne, zmieniając nasze nawyki krok po kroku.

Warto zadbać o fundamenty – czyli o co?

Gdy osoby, z którymi pracuję słyszą, że by zwiększyć ich biznesową efektywność, zaczynamy od dbania o nawodnienie i nauki oddychania, na ich twarzach maluje się konsternacja. Spodziewają się skomplikowanych i zaawansowanych technik, które naprawią ich życie zawodowe w godzinę, a tu co? Wracamy do rzeczy, które są wręcz brutalnie proste. Nie da się jednak wznosić stabilnego wieżowca przy braku solidnych fundamentów. By sięgnąć do nieba, trzeba najpierw zapuścić korzenie!

Lata pracy w biznesie pozwoliły mi dostrzec pewną tendencję. Traktujemy nasze podstawowe biologiczne (i emocjonalne) potrzeby jako coś, co można odłożyć na później. Niejednokrotnie w biurach można usłyszeć, jak ktoś mówi, że „zje w biegu” czy „odeśpi w weekend”. Tymczasem prawda jest taka, że zaspokajanie tych potrzeb i troska o siebie jest wręcz nienegocjowalna. Ignorowanie ich sprawia jedynie, że zaciągasz dług, który w końcu będzie trzeba spłacić z wysokimi odsetkami.

W wirze codziennego życia, gdzie skupiamy się na zespole, klientach czy rodzinie, zapominamy o najważniejszym. O tym, by na chwilę się zatrzymać i zadać sobie nad wyraz istotne pytanie: „Czego JA teraz potrzebuję?”. Bez odpowiedzi na nie i uświadomienia sobie swoich potrzeb, będziesz stale tkwić w miejscu. Pozwól, że teraz opowiem Ci o fundamentach, na których najskuteczniejsi liderzy budują swój trwały sukces.

Zadbaj o organizm. Paliwo, ruch, regeneracja

Zacznijmy od prostego porównania. Na słabym jakościowo paliwie żaden, nawet najbardziej luksusowy i zaawansowany technologicznie samochód daleko nie zajedzie. Prędzej czy później odmówi posłuszeństwa na środku drogi. Logiczne, prawda? A teraz wyobraź sobie, że jesteś w pojeździe, a droga przed Tobą to droga do spełnienia i odniesienia sukcesu zawodowego. Czy nie chciałbyś o niego zadbać? Tym wehikułem, które wiezie Cię przez życie, jest Twoje ciało.

Pierwszym krokiem jest przyjrzenie się, czym je zasilasz: czy stawiasz na gotowce i produkty o wątpliwym składzie? Często sięgasz po fast-foody, a słodycze zastępują Ci kolację? Odpowiednia dieta to podstawa i konieczność zarazem. Twój organizm potrzebuje bogactwa warzyw i owoców, pełnowartościowego białka, zdrowych tłuszczy i mikroelementów, by móc funkcjonować na najwyższych obrotach.

To, co jesz, jest Twoim paliwem. Wybierając słabe jakościowo, stawiasz się na przegranej pozycji. Źródło: Pexels.com, Ella Olsson.
To, co jesz, jest Twoim paliwem. Wybierając słabe jakościowo, stawiasz się na przegranej pozycji. Źródło: Pexels.com, Ella Olsson.

Do tego równie istotne jest nawodnienie, o którym tak wiele osób zapomina, zadowalając się dwoma kubkami kawy w biurze dziennie. Niewystarczające osłabia naszą koncentrację, zwalnia procesy myślowe, a nawet może wzmagać zmęczenie czy powodować ból głowy. Regularne picie wody to najtańszy i najprostszy sposób na wsparcie naszego umysłu.

Kolejnym niezbędnym filarem jest ruch

I nie mówię tu o pięciominutowym spacerze do biura i z powrotem. Ludzkie ciało jest stworzone do aktywności. Jej brak, w połączeniu z siedzącym trybem życia, drastycznie obniża kondycję organizmu. Wpływa negatywnie zarówno na zdrowie fizyczne, jak i mentalne samopoczucie.

Kluczem jest tu nie od razu zapisywanie się na maraton, ale znalezienie takiej formy aktywności, która będzie sprawiać Ci przyjemność. Dla jednej osoby będzie to dynamiczny aerobik czy joga, dla innej – ćwiczenia siłowe, taniec czy długie spacery. Regularne uprawianie sportu uwalnia endorfiny, dotlenia nasze komórki i pozwala również skutecznie rozładować napięcie nagromadzone przez cały dzień.

Na koniec chcę poruszyć temat żelaznej podstawy, jaką jest sen. W obecnej kulturze korporacyjnej panuje mit, że „sen jest dla słabych”. Wspominanie o zarwanych nocach stało się codziennością. Jednak bez jakościowej regeneracji jesteś niczym smartfon działający na 5% baterii: taki, w którym nic nie działa płynnie.

Jeśli chcesz wyjść z trybu „oszczędzania energii” i móc pracować na kilku aplikacjach jednocześnie, warto zadbać o minimum 8 godzin snu. Ten czas to ładowanie baterii dla Twojego ciała i porządkowanie „danych” w mózgu. Zadbaj o tzw. higienę snu, czyli stałą godzinę udawania się na spoczynek, odpowiednią temperaturę w sypialni, wyciszenie oraz odcięcie się od światła niebieskiego co najmniej na godzinę przed złożeniem głowy na poduszce.

Świadomość i oddech. Wyjdź z trybu walki

Poruszyłam już temat ciała, teraz zaś chciałabym skierować uwagę na umysł. Prawdą jest, że otacza nas rzeczywistość pełna ciągłego pośpiechu, intensywności oraz setek powiadomień dziennie. Angażują one mózg i trzymają nas w stanie nieustannego czuwania. Pierwszą, przeciwdziałającą temu rzeczą, o której muszę wspomnieć, jest świadomy oddech. Badania pokazują, że spokojne i głębokie oddychanie stymuluje nerw błędny człowieka, a to następnie aktywuje przywspółczulną część układu nerwowego. Wówczas praca serca spowalnia i obniża się poziom kortyzolu (hormonu stresu). To działa jak swoisty hamulec, który mówi „nic Ci nie grozi, jesteś bezpieczny”.

Należy również pamiętać – co może być zaskakujące – że jesteśmy istotami bioelektrycznymi. Naukowcy udowodnili, iż nasze serca generują pola elektromagnetyczne silniejsze niż mózg. Jest ono wykrywalne w odległości kilku metrów od ciała! Co to właściwie znaczy? To, co czujesz w środku, przykładowo zdenerwowanie, jest transmitowane na zewnątrz i rezonuje z innymi. Jeśli będziesz czuł spokój, będzie on naturalnie udzielał się otoczeniu, co jest przydatne przy spotkaniach zespołowych czy negocjacjach.

Wyciszenie i relaksacja są jak przycisk „stop” w codziennej gonitwie zdarzeń. Warto go codziennie aktywować. Źródło: Pexels.com, RDNE Stock Project.
Wyciszenie i relaksacja są jak przycisk „stop” w codziennej gonitwie zdarzeń. Warto go codziennie aktywować. Źródło: Pexels.com, RDNE Stock Project.

Wszystko to jest drogą do budowania świadomości. Gdy wychodzisz z „trybu walki”, w końcu przestajesz działać na autopilocie. Zyskujesz przestrzeń między bodźcem a automatyczną reakcją, dzięki czemu odzyskujesz kontrolę nad swoim życiem i podejmowanymi decyzjami. W biznesie ma to duże znaczenie, ponieważ gdy jesteś świadomy, jesteś w stanie działać w zgodzie ze swoimi wartościami i budować relacje z członkami zespołu czy klientami, które mają szansę być konstruktywne oraz satysfakcjonujące.

Chcesz zmiany? Bez działania się nie uda

Na koniec pragnę poruszyć temat, który wydaje się oczywisty, lecz w rzeczywistości taki nie jest. Chodzi o wdrażanie. Przez lata pracy w branży zetknęłam się z dziesiątkami liderów, którzy – choć uczestniczyli w prestiżowych szkoleniach – wychodzili z głowami pełnymi informacji, lecz nie zmieniali nic w swojej codzienności.

Powodem takich zachowań jest przede wszystkim początkowy sceptycyzm: kiedy ludzie słyszą, że klucz do dalszego rozwoju ich kariery leży w ilości przesypianych godzin i diecie, traktują tę wiedzę pobłażliwie. Myślą sobie: „to zbyt proste, by mogło zadziałać w moim biznesie, przecież zajmuję wysokie stanowisko i mam skomplikowane problemy” i nawet nie próbują wprowadzić proponowanych zmian, a potem dziwią się, że zdobyta wiedza nic nie dała.

Co ważne, ci z nich, którzy po dłuższym namyśle jednak zdecydowali się popracować nad sobą, wracali kilka lub kilkanaście tygodni później i… jako zupełnie inni ludzie! Zamiast napiętego kłębka nerwów nagle widziałam osobę promieniującą spokojem, energią oraz pewnością siebie.

Nawet najlepsze szkolenie pozostaje tylko intelektualną rozrywką, gdy nie towarzyszą mu fundamentalna zmiana nawyków i codzienna dyscyplina. Co się dzieje w przypadku, gdy ktoś jest gotów do działania i sprawdzi zdobytą, cenną wiedzę na sobie? Osobista transformacja takiego lidera bezpośrednio przekłada się na firmowe wyniki.

Kiedy ciało działa, umysł jest wyciszony, odzyskujesz stery

Myślisz klarownie, planujesz precyzyjnie, a zadania, które kiedyś zajmowały Ci pół dnia, teraz realizujesz w niecałą godzinę. I to z lepszymi rezultatami. Mądre zarządzanie zasobami pozwala Ci na wysoką efektywność. Co więcej, wszyscy wokół wyczuwają tę zmianę i widzą kogoś, kto zarządza z pozycji siły oraz spokoju, a nie zmęczenia i wiecznego rozdrażnienia. Tutaj praca nad sobą w biznesowym kontekście przynosi największą stopę zwrotu.

Sekretem całego sukcesu jest to, żeby się nie poddawać, jeśli nie widzi się rezultatów od razu, choć może brzmieć to banalnie. Prawda jest taka, że jeżeli robimy coś codziennie, to efektów może być jeszcze nie widać, ale za kulisami to się „już dzieje”. Gdy nadchodzi moment, w którym całym sobą chcesz się poddać i zaczynasz wątpić w sens tego, co robisz, to z reguły oznacza, że przełom jest tuż za rogiem!

Doświadczyłam tego również na własnej skórze: jako osoba wyjątkowo ambitna w przeszłości chciałam widzieć efekty swoich starań szybciej, niż one się pojawiały, ale to nauczyło mnie cierpliwości oraz konsekwencji w działaniu. Czasem trzeba nawet i 6 tygodni, ale naprawdę warto trzymać się swojej ścieżki. Mimo iż znaczna większość ludzi poddaje się po drodze, moi klienci trwają w swoich postanowieniach.

Pamiętaj, że to Ty jesteś najbardziej istotnym i przynoszącym największe korzyści projektem swojego życia. Jeżeli czujesz, że nadszedł na to czas i chciałbyś finalnie zamienić zmęczenie na spokój i efektywność, jestem tu, żeby Cię w tym wesprzeć. Zawsze jest czas na to, żeby czuć się dobrze, bo uważam że jesteśmy tu po to, żeby żyć lekko, łatwo i przyjemnie, a nie oddawać się wiecznej „harówce”.

TEKST: Anna Gąsiorowska

Artykuł ukazał się w miesięczniku BIZNES MEBLE, nr 2/2026.