Edukacja

Czy rok 2026 zweryfikuje biznes meblarski?

Poznańskie targi MEBLE POLSKA są barometrem panujących w branży na początku roku nastrojów. Na zdjęciu: tegoroczne stoisko firmy Meble Wójcik.

Czy rok 2026 zweryfikuje biznes meblarski?

Po trzech latach spadków wydawało się, że ten rok może przynieść branży wzrost. Wprawdzie symboliczny – prognozy przygotowane przez B+R Studio do raportu Polskie Meble Outlook 2026 zakładały +1% wzrostu – ale jednak. Tymczasem pierwsze miesiące roku rozminęły się z tymi założeniami o 2,3%. Niestety – na niekorzyść branży, co oznacza, że rok zaczął się od spadków. A co mogą przynieść kolejne miesiące?

Barometrem panujących w branży na początku roku nastrojów są poznańskie targi MEBLE POLSKA. Można zgodzić się z opinią, że pojawił się pewien optymizm, natomiast jest on bardzo ostrożny i wyważony – podkreśla Paweł Boruch, dyrektor generalny Extom Meble. Było to widoczne nie tylko w nastrojach wystawców, ale także w samych kolekcjach. Branża szuka dziś stabilizacji i próbuje odpowiadać na potrzebę „bezpieczeństwa” po stronie klienta, zarówno estetycznie, jak i zakupowo – wylicza.

Z drugiej strony zauważalne było, że wiele firm wychodzi poza dotychczasowe specjalizacje. Producenci, którzy dotychczas koncentrowali się na wąskim asortymencie, prezentowali nowe kategorie produktów. To wyraźny sygnał, że branża aktywnie poszukuje nowych źródeł popytu i dywersyfikuje działalność. W obecnych warunkach to naturalny i potrzebny kierunek – dodaje Paweł Boruch.

Coraz częściej widoczne są również próby rozwoju sprzedaży pod własną marką. To istotna zmiana modelu biznesowego. Własna marka daje bowiem większą kontrolę nad marżą, pozwala się wyróżnić designem, a także budować długofalową wartość firmy. W obecnych realiach rynkowych, gdy konkurencja cenowa jest bardzo silna, to jeden z kluczowych kierunków rozwoju.

Dodatkowym wyzwaniem pozostaje eksport. Firmy uzależnione od jednego kierunku sprzedaży lub jednego dużego odbiorcy są dziś w trudniejszej sytuacji. Brak wcześniejszej dywersyfikacji rynków i klientów zwiększa ryzyko operacyjne. Obecnie przedsiębiorstwa koncentrują się przede wszystkim na optymalizacji, zarówno w obszarze produkcji, jak i administracji. Celem jest utrzymanie płynności finansowej oraz zabezpieczenie miejsc pracy – wylicza Paweł Boruch.

Choć optymizm po targach MEBLE POLSKA jest potrzebny, nie może on przesłonić twardych realiów rynkowych. Problemy globalnych graczy to jasny sygnał: skostniałe struktury i wysokie koszty stałe stają się dziś dla firm największym obciążeniem – dodaje Mariusz Adamski, właściciel Adams Group.

Stare problemy i nowe ryzyka

Z podsumowania, które zamieściliśmy w marcowym wydaniu BIZNES MEBLE, wynikało, że wartość produkcji sprzedanej mebli w 2025 roku wyniosła 56.741,6 mln zł. Tym samym polska branża meblarska odnotowała jedynie minimalnie niższe przychody niż w 2024 roku. Spadek wyniósł około 226 mln zł, czyli mniej niż 0,5%. Powyższe dane, pochodzące z Głównego Urzędu Statystycznego, obejmują wartości produkcji sprzedanej mebli, wypracowanej przez firmy duże, średnie i małe. Nie obejmują natomiast podmiotów mikro.

Najnowsze analizy przygotowane na potrzeby raportu Polskie Meble Outlook 2026 wskazują, że tym razem scenariusz może być nieco bardziej optymistyczny. Nie będzie to jednak dynamiczne odbicie. Spodziewamy się bardzo niewielkich różnic, a to oznacza, że ponownie jeden lepszy lub gorszy miesiąc może zdecydować, czy będziemy mówić o wzroście, czy o kolejnym symbolicznym spadku – prognozowało B+R Studio.

Jak prognozy sprzed kilku miesięcy mają się do dnia dzisiejszego? Realizacja założonego w prognozie przedstawionej w naszym raporcie wyniku, czyli +1%, stoi pod znakiem zapytania. Jedno jest pewne: nie widać czynników pozytywnie wpływających na rynek, pojawiają się natomiast nowe ryzyka – nie ukrywa Tomasz Wiktorski, właściciel B+R Studio.

W sytuacji złej sytuacji finansowej wielu firm – około 30% podmiotów dużych i średnich branży meblarskiej raportuje straty – może skończyć się to dalszymi bankructwami, zwolnieniami i konsolidacją – nie ukrywa Tomasz Wiktorski, właściciel B+R Studio.

Kryzys goni kryzys

Po stronie gorszych miesięcy na pewno można zapisać początek roku. Czynniki negatywne, oddziaływujące na rynek, jak były w ubiegłym roku, tak cały czas się utrzymują. I – niestety – pojawiają się też nowe.

Ciągle trwa wojna w Ukrainie. I nawet jeśli doniesienia z frontu nie dominują w światowych przekazach, jak choćby cztery lata temu, to jednak konflikt za naszą wschodnią nie pozostaje bez wpływu na europejską gospodarkę. Narracja wojennego zagrożenia obniża skłonność do zakupów dóbr trwałych na rzecz oszczędzania na czarną godzinę. Dochodzą do tego rosnące wydatki krajów na zbrojenia, zamiast na inne inwestycje.

Rośnie presja eksportowa z Chin, a towarzyszą jej negatywne informacje głównie z gospodarki niemieckiej. Widać to doskonale w przemyśle samochodowym: słabnąca sprzedaż firm motoryzacyjnych, utrata dochodów i zysków, redukcje zatrudnienia. Problem dotyczy jednak nie tylko tego sektora. Presję eksportową odczuwa również branża meblarska. Chiny to największy beneficjent obecnej sytuacji rynkowej – zyskują udziały rynkowe dzięki niskim cenom swoich produktów pomimo ogólnego marazmu.

Stary kontynent, w tym Polska, zmaga się od lat z niekorzystaną sytuacją demograficzną. Z jednej strony – wymusza ona wzrost wynagrodzeń, natomiast z drugiej – przekłada się na ograniczenie popytu. Mniej dzieci, to mniej mieszkańców, czyli mniej klientów.

W tym roku doszedł jeszcze jeden potężny impuls kryzysowy, czyli wojna Izraela i Stanów Zjednoczonych z Iranem. Konflikt na Bliskim Wschodzie wpływa na ceny energii, surowców oraz transportu. Przekłada się to na wzrost kosztów w całym łańcuchu wartości, a także na większą nieprzewidywalność dostaw. Mimo podejmowanych działań optymalizacyjnych, nie wszystkie te koszty mogą zostać przeniesione na odbiorców końcowych. Przez skokowy wzrost cen paliw i kilku surowców (hel, kwas siarkowy itp.) w Europę może uderzyć kolejny poważny kryzys.

Koniec ery wzrostu „za wszelką cenę”

Mariusz Adamski przewiduje, że rok 2026 będzie czasem bolesnej, ale koniecznej weryfikacji modeli biznesowych. Polska drastycznie traci na konkurencyjności kosztowej względem dostawców z Chin, Turcji czy Rumunii. Nie mówimy tu o cenach dumpingowych, ale o realnej przewadze kosztowej tych rynków, z którą polski producent – obciążony rosnącą presją płacową i kosztami energii – ma coraz mniejsze szanse wygrać. Jedynym elementem, który wciąż trzyma zachodnich kontrahentów przy europejskich dostawcach, jest pamięć o pandemii i zerwanych łańcuchach dostaw. Bezpieczeństwo logistyczne to dziś nasz ostatni bastion – wyjaśnia.

Niestety, polski przedsiębiorca walczy obecnie na dwóch frontach. Z jednej strony mamy globalną konkurencję, a z drugiej – coraz cięższy gorset regulacyjny. Polityka Unii Europejskiej, a także brak realnych programów wspierających rodzimy przemysł ze strony państwa sprawiają, że zamiast skupić się na innowacjach, toniemy w biurokracji i kosztownych dostosowaniach do nowych dyrektyw. Przepisy, zamiast wspierać, często stają się barierą hamującą rozwój – dodaje Mariusz Adamski.

[[Najbliższe miesiące będą dla branży meblarskiej okresem dalszej selekcji i dostosowania do nowych realiów rynkowych. Kluczowe znaczenie będą miały: dywersyfikacja sprzedaży, rozwój własnych marek oraz umiejętność szybkiego reagowania na zmieniające się warunki. Firmy, które potraktują ten czas jako moment na transformację, a nie przeczekanie, zbudują swoją przewagę w kolejnych latach]] – uważa Paweł Boruch.

Czy obok „minusów” są też jakieś „plusy”?

Owszem, chociaż lista czynników dających podstawy do optymizmu nie jest zbyt długa. Mija właśnie 6 lat od rozpoczęcia pandemii i boomu na meble oraz artykuły wyposażenia wnętrz w Europie. W końcu meble się zestarzeją i trzeba je będzie wymienić. Ponadto trwa transformacja branży w zakresie niezależności energetycznej (rozwój projektów OZE). Wreszcie, w toku jest transformacja robotyczna poprawiająca efektywność pracy przy malejących i drożejących zasobach ludzkich.

Jaki widzę kierunek i szansę? – pyta Tomasz Wiktorski? I odpowiada: To praca nad „total factor productivity”, czyli optymalizacja „produktywności całkowitej”. Mówiąc prościej: optymalizacja działania tak, aby zwiększyć rentowność nie zwiększając nakładów pracy lub nakładów inwestycyjnych. Wiem. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.

TEKST: Marek Hryniewicki

Raport ukazał się w miesięczniku BIZNES MEBLE, nr 5/2026.