Branża

Zmierzch przywódców, świt liderów

Anna Szypulska, BIZNES MEBLE.

Zmierzch przywódców, świt liderów

Przywódca kojarzy się z urzędem, stanowiskiem, hierarchią. Przywódcę można mianować, wybrać, namaścić. Lidera nie. Liderem zostaje się dopiero wtedy, gdy inni chcą za nim iść, nawet wtedy, gdy mogliby pójść własną drogą.

Skąd na świecie to zainteresowanie przywództwem? No jak to skąd? Wystarczy spojrzeć na polityków. W polityce liczą się siła i zdecydowanie, w kampaniach wyborczych puste obietnice z gatunku: Wszystko załatwię. Z jednej strony świat coraz częściej szuka silnych postaci, z drugiej narzeka na zmierzch przywódców.

Lekcja z Tour de France 2026

Z tegorocznego Tour de France w mojej pamięci pozostanie wiele obrazów. Wśród nich są momenty, w których człowiek mający wszystko – żółtą koszulkę, dominację, miejsce w historii – przestał ścigać się dla siebie. To dość niezwykłe w czasach, w których niemal każdy chce być numerem jeden. Politycy budują kampanie wokół własnych nazwisk. Prezesi coraz częściej stają się markami silniejszymi od firm. Social media przekonują nas, że sukces najlepiej wygląda wtedy, gdy odnosi się go pod szyldem własnego nazwiska. Gdy buduje się markę osobistą.

A jednak największe zwycięstwa coraz częściej odnoszą ci, którzy potrafią sprawić, że obok nich wygrywa ktoś jeszcze. I może właśnie to odróżnia przywódcę od lidera.

I wtedy wjechał on – cały na żółto

Tadej Pogačar mógł podczas Wielkiej Pętli zrobić coś, za co kochają go statystycy. Mógł polować na kolejne etapowe zwycięstwa. Bić rekordy. Dopisywać ciągi liczb do imponującego dorobku. Prawdopodobnie niewielu byłoby w stanie go zatrzymać. On wybrał jednak coś zupełnie innego.

UAE Team Emirates walczył nie tylko o żółtą koszulkę dla swojego lidera, ale również o białą koszulkę dla Isaaca del Toro. W ostatnich dniach wyścigu Pogi nie ścigał się już wyłącznie dla siebie. Kontrolował tempo, osłaniał kolegę, podporządkował część własnych ambicji sukcesowi całego zespołu. Wiedział, że jego zwycięstwo będzie pełniejsze, jeśli na Polach Elizejskich stanie obok niego młodszy kolega z drużyny.

To nie był spektakularny gest. Nie było łez czy wielkich deklaracji. Była jedna decyzja. Właśnie po tego typu decyzjach najłatwiej rozpoznać lidera. Bo jeżeli przywódca pyta: Jak daleko mogę dojść, to lider zastanawia się: Jak daleko możemy dojść razem?. To różnica, która coraz mocniej decyduje o losach nie tylko sportowych teamów, ale też firm.

Biznes potrzebuje liderów

Branża meblarska zna ten dylemat doskonale. Ostatnie lata były brutalnym testem. Pandemia, wojna, inflacja, załamanie popytu, niepewność geopolityczna, presja kosztowa. W wielu przedsiębiorstwach szefowie skupili się na gaszeniu pożarów. To było konieczne. Ale tam, gdzie udało się zachować zespół, utrzymać relacje z partnerami, nie przestawać inwestować w ludzi, dziś łatwiej wraca się na ścieżkę wzrostu. Bo kryzysy rzadko wygrywa najsilniejszy. Częściej wygrywa ten, komu inni nadal ufają.

Największym sukcesem lidera nie jest jego zwycięstwo. Największym sukcesem lidera jest chwila, w której obok niego na podium staje ktoś, komu wcześniej pomógł uwierzyć, że też tam może być. Świat jest dziś zbyt skomplikowany, by jedna osoba znała wszystkie odpowiedzi. Zbyt zmienny, by wyłącznie wydawać polecenia. Zbyt nieprzewidywalny, by opierać organizację na sile jednego nazwiska. I może właśnie dlatego po zmierzchu przywódców nastaje świt liderów.

TEKST: Anna Szypulska

Felieton ukazał się w miesięczniku BIZNES MEBLE, nr 8/2026.