Branża

Mamy powody do ostrożnego optymizmu

Aneta Rogulski, członkini Zarządu i dyrektor handlowy w firmie Fey.

Mamy powody do ostrożnego optymizmu

Aneta Rogulski, członkini Zarządu i dyrektor handlowy w firmie Fey, o obecności firmy w Polsce, innowacjach w produkcji materaców, a także o sytuacji i perspektywach dla branży.

Fey obchodzi w tym roku 100-lecie działalności. Mowa oczywiście o niemieckiej części przedsiębiorstwa, bo historia polskiej spółki rozpoczęła się w 1997 r. Dlaczego wybór padł na Polskę? Czy to była pierwsza zagraniczna inwestycja firmy?

Decyzja o ulokowaniu produkcji w okolicach Chojnic miała wymiar nie tylko biznesowy, ale też głęboko ludzki i symboliczny. Chojnice są miastem partnerskim Emsdetten – miejsca, z którym Fey jest historycznie związany. Właśnie podczas wzajemnych wizyt przedstawicieli obu miast, w których uczestniczyła kadra zarządzająca firmy, zaczął dojrzewać pomysł rozwinięcia produkcji w Polsce. Jak wspominają osoby zaangażowane w tamte rozmowy, to były spotkania oparte na zaufaniu, nie na arkuszach kalkulacyjnych. Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że połączenie partnerstwa miast, relacji międzyludzkich i racjonalnych decyzji biznesowych stworzyło fundament, na którym stoimy do dziś.

Jak przebiegał rozwój spółki Fey w Polsce? Które momenty w tej historii były kluczowe i dlaczego?

Pierwszym przełomem było zainteresowanie ze strony klienta z Holandii – to jego zamówienia na łóżka uruchomiły nasz eksportowy silnik. Kolejnym milowym krokiem okazał się duży kontrakt z rynku niemieckiego, gdzie właśnie wtedy rozkwitała popularność łóżek boxspring. Weszliśmy w nową kategorię produktową i szybko poczuliśmy, że to właściwy kierunek.

Najświeższym rozdziałem jest otwarcie w listopadzie 2024 roku nowoczesnego kompleksu produkcyjnego w Topoli pod Chojnicami – 5 tys. m² z instalacją fotowoltaiczną prawie 50 kW. Technologia, zrównoważona produkcja i ambicja w jednym miejscu. I zapewniam – to nie jest nasze ostatnie słowo.

Czy działalność polskiej spółki Fey ogranicza się wyłącznie do rynku polskiego, czy też obsługują Państwo rynki eksportowe? Które rynki są dla Państwa kluczowe?

Największy kawałek tortu to kraje DACH – tu jesteśmy najmocniejsi. Ale nie zapominamy o rynku polskim, państwach bałtyckich, gdzie mamy swoje przedstawicielstwo ani o południowych sąsiadach – Czechach i Słowacji. Patrzymy na Europę szeroko i z apetytem – zarówno na rynki unijne, jak i pozostałe regiony kontynentu.

Jakie w ogóle jest miejsce polskiej spółki w strukturze firmy Fey? Jak duża jest zależność od spółki-matki? Jaki mają Państwo zakres samodzielności?

Transfer produkcji do Chojnic, który rozpoczął się w 1997 roku, od dawna jest już historią. Dziś 100% naszych produktów powstaje w trzech lokalizacjach w Borach Tucholskich. Grupa Fey działa przez spółki w Polsce i w Niemczech – polska odpowiada za całą produkcję i obsługę handlową rynków wschodnich, niemiecka koncentruje się na sprzedaży w DACH i Europie Zachodniej. Strategia i nowe produkty wypracowywane są wspólnie. Za całą grupą stoją te same rodziny właścicielskie. Fey pozostaje firmą rodzinną, wierną wartościom, które jej towarzyszą od ponad stu lat: jakości, niezawodności oraz szacunkowi i uznaniu – wobec klienta, partnera i produktu.

Na ile dla takiej firmy jak Państwa problemem są zmiany, które wynikają z Europejskiego Zielonego Ładu? Jak wpływają one (i czy w ogóle wpływają) na choćby koszty działalności?

Europejski Zielony Ład to dla nas – jako producenta i eksportera – zestaw bardzo konkretnych wyzwań. Nowe wymogi dotyczące identyfikowalności surowców, śladu węglowego produktu czy emisji w transporcie przekładają się bezpośrednio na koszty operacyjne i nakład pracy administracyjnej. Część z tych obowiązków płynie od samych odbiorców, którzy muszą raportować ESG w ramach własnych regulacji i naturalnie oczekują tej dokumentacji od dostawców. Kierunek zmian rozumiemy i popieramy, ale tempo ich nakładania się na siebie sprawia, że koszt dostosowania rośnie szybciej niż możliwość przeniesienia go na rynek. To wyzwanie dla całego sektora produkcyjnego, nie tylko dla nas.

Biorąc pod uwagę fakt, ile czasu spędzamy w łóżku, materac powinien być jednym z najważniejszych produktów w naszym domu. A czy tak jest w rzeczywistości? Jaka jest świadomość polskich klientów odnośnie zdrowego snu i roli w nim materaca?

Wellbeing od lat jest na topie – jemy lepiej, ćwiczymy, dbamy o siebie. Ale sen jakoś wypadł z tej układanki, potraktowany po macoszemu, jakby był czymś oczywistym, o co nie trzeba się starać. Tymczasem ponad połowa Polaków ma problemy ze snem, a blisko 40% zmaga się z długotrwałym stresem, który objawia się właśnie trudnościami z zasypianiem.

Na szczęście to się zmienia – Polacy coraz poważniej podchodzą do jakości nocnego wypoczynku. Choć wciąż zdarza się, że statystyczny Kowalski poświęca więcej czasu na wybór telewizora niż na materac, na którym spędzi jedną trzecią swojego życia. To kwestia priorytetów, które właśnie się przestawiają – i jesteśmy tego świadkami. Bardzo nas to cieszy, bo nasz slogan [[Century of quality sleep]] to nie marketingowa formułka, ale nasza misja.

Czy w takiej branży jak Państwa – chodzi oczywiście o produkcję materaców – można jeszcze wymyśleć jakieś innowacyjne rozwiązania? W jakim kierunku idą nowe pomysły?

Materac z pozoru wydaje się produktem prostym. W rzeczywistości jego produkcja to dziś zaawansowane, multidyscyplinarne rzemiosło – na styku fizjoterapii, inżynierii materiałowej, ekologii i nowych technologii. Wyróżniłabym trzy obszary, na których skupia się nasza branża.

Pierwszy to hiperpersonalizacja – nie istnieje jeden idealny materac dla wszystkich i coraz lepiej to rozumiemy. Rozwijamy rozwiązania, które pozwalają dopasować twardość i strefy podparcia do konkretnej osoby – jej budowy, wieku, wagi i pozycji snu.

Drugi obszar to nowoczesne materiały – bardziej zaawansowane pianki, tkaniny i rozwiązania poprawiające wentylację i regulację temperatury, przyjazne zarówno klientowi, jak i środowisku.

Trzeci to inteligentne technologie wspierające zdrowy sen – monitorowanie parametrów snu, analiza ruchów ciała, lepsze rozumienie jakości nocnego wypoczynku. W najbliższych latach będziemy obserwować produkty, które nie tylko reagują na potrzeby użytkownika, ale potrafią się do nich dynamicznie dostosowywać. Sen stał się jednym z filarów zdrowia – i innowacje w naszej branży będą za tym podążać.

Fey znany był przede wszystkim z produkcji materaców. Od jakiegoś jednak czasu firma produkuje także łóżka. Jak rozumiem był to świadomy wybór, ale czym został podyktowany?

Odpowiedzią na trendy rynkowe. Z początkiem lat 90. w Niemczech gwałtownie rosła popularność łóżek kontynentalnych – boxspringów – i postanowiliśmy na to odpowiedzieć. Nie zaczynaliśmy od zera: dostarczaliśmy już bazy do hoteli i obiektów HoReCa. Konstrukcja tego typu łóżek nie była zatem dla nas obca. To był naturalny krok, który otworzył przed nami zupełnie nową kategorię produktową. Dziś trudno sobie wyobrazić Fey bez łóżek.

Znane jest powszechnie pojęcie „dom inteligentny”. A czy istnieje coś takiego, jak „inteligentny materac” albo „inteligentne łóżko”? Na czym polega „inteligencja” tych produktów?

Tak, to pojęcie jak najbardziej istnieje i mieliśmy z nim bezpośrednie doświadczenie. Wprowadzaliśmy na rynek łóżka sterowane smartfonem z funkcją masażu, budzenia wibracją, czy też łóżka z wbudowanym oczyszczaczem powietrza. Rynek jednak tych rozwiązań nie zaadoptował na stałe i myślę, że rozumiemy dlaczego. Sypialnia to przestrzeń wyjątkowo intymna. Człowiek przychodzi do niej właśnie po to, żeby odciąć się od ekranów, powiadomień i elektroniki, która towarzyszy mu przez resztę dnia. Łóżko „smart” często działało wbrew tej potrzebie. Nie oznacza to, że temat jest zamknięty. Śledzimy trendy uważnie i jesteśmy produkcyjnie gotowi na każdą nowość, która faktycznie odpowie na realną potrzebę, a nie tylko na technologiczną możliwość.

Branża meblarska, nie tylko w Polsce, ale i w Europie odczuwa od 4 lat znaczące spowolnienie. Przyczyny są ogólnie znane. To m.in. wojna w Ukrainie, konflikt na Bliskim Wschodzie, a także od niedawna – wojna USA z Iranem. Czy Państwo także odczuli to spowolnienie?

Oczywiście odczuliśmy spowolnienie. Byłoby naiwnością twierdzić inaczej, skoro dotknęło całej branży w Europie. Ale patrząc na ostatnie cztery lata, mamy powody do ostrożnego optymizmu. Trzymamy się solidnie. Myślę, że to efekt kilku rzeczy jednocześnie: zdywersyfikowanego portfolio, obecności na wielu rynkach i pewnej konsekwencji w tym, co robimy. Nie goniliśmy za każdym trendem w trudnym czasie, tylko pilnowaliśmy jakości i relacji z klientami. To procentuje właśnie wtedy, kiedy rynek nie jest łatwy.

A czy widzi już Pani może światełko w tym tunelu, czy raczej zakłada Pani, że ta kryzysowa sytuacja raczej tak szybko się nie skończy?

Rok 2026 jest dla nas wyjątkowo ważny – i nie tylko ze względu na okrągłą rocznicę. To rok, w którym intensywnie inwestujemy w rozwój produktu: pod okiem naszego grupowego product managera powstają nowe kolekcje – zarówno materace, jak i łóżka. Wracamy też z pełną siłą na targi: w lutym 2027 będziemy obecni na Meble Polskie w Poznaniu, ale już wcześniej planujemy ekspozycję na targach w Rydze. Chcemy być widoczni tam, gdzie są nasi klienci i partnerzy. Światełko w tunelu? Powiedziałabym, że to już pełne wejście w słońce.

Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁ: Marek Hryniewicki

Wywiad ukazał się w miesięczniku BIZNES MEBLE, nr 8/2026.