Relief akustyczny: nowy standard w projektowaniu wnętrz premium
11 maja, 2026 2026-05-11 10:46Relief akustyczny: nowy standard w projektowaniu wnętrz premium

Relief akustyczny: nowy standard w projektowaniu wnętrz premium
Jan Astner, twórca marki Jan Astner – Reliefy Akustyczne, o sposobach na osiąganie komfortu akustycznego bez kompromisów estetycznych, a także o współpracy z architektami i przyszłości designu premium.
Reliefy i płaskorzeźby akustyczne – czym właściwie są te obiekty?
To obiekty artystyczne, które łączą unikalną estetykę z funkcją korygowania akustyki wnętrz. Choć o odpowiednie parametry dźwięku dba się tradycyjnie w salach koncertowych, a coraz częściej także w biurach, w przestrzeniach mieszkalnych ten aspekt wciąż bywa marginalizowany. W nowoczesnych projektach, zdominowanych przez surowe materiały, takie jak szkło, beton czy kamień, regularnie mierzymy się z problemem nadmiernego pogłosu lub echa. Twarde płaszczyzny działają bowiem jak akustyczne lustra – odbijają fale dźwiękowe. Przebywanie w takim otoczeniu jest na dłuższą metę męczące, choć rzadko potrafimy od razu zdiagnozować, że źródłem naszego dyskomfortu jest właśnie akustyka.

Dlaczego warto postawić na rzeźbiarskie reliefy zamiast standardowych paneli akustycznych?
Wybór między tradycyjnym panelem a reliefem wynika z różnicy w ich działaniu fizycznym oraz zamierzonego efektu końcowego w architekturze wnętrza. W biurach głównym celem projektantów jest zazwyczaj maksymalne wyciszenie pomieszczeń. Stosuje się tam klasyczne panele akustyczne, które działają jak „wygłuszacze” – ich zadaniem jest absorpcja, czyli pochłanianie energii dźwięku.
Reliefy i płaskorzeźby o twardej, mocno strukturalnej powierzchni pełnią zgoła inną funkcję: działają jak dyfuzory. Podczas gdy miękki panel „zabija” dźwięk, czyniąc pomieszczenie niemal sterylnym, relief go rozprasza. Dzięki nieregularnej geometrii płaskorzeźba rozbija falę dźwiękową i zmniejsza jej energię, ale zachowuje naturalną żywotność akustyczną wnętrza. To rozwiązanie idealne dla miejsc, gdzie zależy nam na wysokim komforcie akustycznym bez efektu nienaturalnej, przytłaczającej ciszy.
Czy dyfuzorów nie można po prostu produkować seryjnie, w taki sam sposób jak paneli akustycznych?
Dotykamy tutaj samej idei artystycznych reliefów akustycznych. Oczywiście, masowa produkcja dyfuzorów jest możliwa i powszechna, ale zazwyczaj skutkuje ona obiektami o technokratycznej, powtarzalnej i często „bezdusznej” formie.
Reliefy akustyczne to zupełnie inne podejście – to fuzja sztuki, autorskiej idei plastycznej i unikalnej formy z funkcją techniczną. Stają się one autonomicznym elementem designu, który dzięki swojej jednostkowości radykalnie podnosi rangę wnętrza i podkreśla jego indywidualny charakter.

Dla architekta i inwestora to narzędzie, które pozwala dopasować rozwiązanie nie tylko do wymogów akustycznych, ale przede wszystkim do konkretnego konceptu wizualnego i osobistego gustu. To swoisty humanistyczny pierwiastek w kulturze projektowej – odejście od seryjności na rzecz obiektu, który posiada własną historię i artystyczny ładunek.
Na ile istotne jest dla Pana to, by funkcja akustyczna pozostała dyskretna, niemal ukryta w tkance dzieła sztuki?
Ta dyskrecja jest wpisana w samą naturę moich prac – wynika z unikalnej techniki, doboru materiałów i autorskiego konceptu plastycznego. Przyglądając się tym obiektom, od razu dostrzegamy ich indywidualny, rzemieślniczy charakter. Funkcji akustycznej po prostu nie widać i jest to zabieg w pełni zamierzony.

Zależy mi na tym, aby odbiorca w pierwszej kolejności obcował z obiektem sztuki, a nie z urządzeniem technicznym. Samo słowo „dyfuzor” brzmi przecież surowo, wręcz technologicznie. W moich projektach doskonała akustyka to bezcenna wartość dodana, swoisty „ukryty talent” dzieła.
Należy pamiętać, że blisko 80% naszej percepcji opiera się na zmyśle wzroku. Dlatego to warstwa wizualna buduje emocje i dialog z wnętrzem, podczas gdy funkcja akustyczna powinna pracować w tle, dbając o nasz komfort w sposób niemal niezauważalny.
Jak zrodziła się koncepcja tworzenia reliefów akustycznych? Skąd pomysł na sztukę, która nie tylko oddziałuje wizualnie, ale realnie wpływa na komfort akustyczny?
Moja droga do reliefu była bardzo naturalnym procesem ewolucji. Z wykształcenia jestem projektantem, więc zainteresowanie formą przestrzenną miałem wpisane w warsztat od samego początku. Moja przygoda ze sztuką zaczęła się od malarstwa strukturalnego, które z czasem zaczęło coraz mocniej wychodzić z płaszczyzny, stając się trójwymiarowym reliefem.

Przełomowym momentem była praca w mojej autorskiej galerii sztuki w Izabelinie. Przygotowując kolejne wystawy, zacząłem dostrzegać uderzającą różnicę w akustyce wnętrza – zupełnie inaczej brzmiało ono, gdy było puste, a zupełnie inaczej, gdy ściany wypełniały się moimi reliefami. To spostrzeżenie skłoniło mnie do pierwszych eksperymentów.
Prawdziwym testem były targi Warsaw Home & Contract. Liczne rozmowy z architektami i projektantami wnętrz potwierdziły moje przypuszczenia – rynek pilnie potrzebował rozwiązań, które łączą wysoką estetykę z korekcją akustyki. Kolejnym krokiem były już profesjonalne konsultacje ze specjalistami od akustyki, które pozwoliły nadać moim pracom rygor techniczny. Analiza rynku jasno pokazała, że istnieje ogromna nisza na styku sztuki i inżynierii dźwięku. Tak narodziła się marka Jan Astner – Reliefy Akustyczne.
Jakie materiały i technologie są kluczowe w procesie powstawania reliefów, aby zachować ich rzeźbiarską ekspresję przy jednoczesnym zachowaniu właściwości rozpraszających dźwięk?
W mojej pracowni powstają dwa rodzaje obiektów: obrazy reliefowe oraz płaskorzeźby. Każdy z nich wymaga odmiennego podejścia technologicznego i materiałowego, co pozwala na uzyskanie specyficznych efektów akustycznych.

Metoda addytywna (dodawania): W przypadku obrazów reliefowych nośnikiem jest klasyczne płócienne podobrazie malarskie lub płyta drewniana. Formę buduję poprzez nakładanie kolejnych warstw i aplikacji, tworząc trójwymiarową strukturę, która „wyrasta: z płaszczyzny. Metoda subtraktywna (odejmowania): Płaskorzeźby tworzę poprzez klasyczne rzeźbienie, czyli usuwanie nadmiaru materiału. Obie pozwalają na uzyskanie głębszych światłocieni, co przekłada się na efekt rozpraszania fali dźwiękowej.
Niezależnie od metody, kluczowym etapem jest utwardzenie całości i nadanie jej wyrazistej, autorskiej faktury. Wykorzystuję materiały zarówno pochodzenia mineralnego, jak i organicznego. To one nadają dziełom tę szlachetną, haptyczną jakość, której nie da się podrobić przemysłowo.
Ostatnim ogniwem procesu jest wykończenie kolorystyczne. Na tym etapie często ściśle współpracuję z architektami i inwestorami, aby kolorystyka reliefu idealnie wpisywała się w koncept wnętrza, stając się jego integralną, a zarazem unikalną częścią.

Na swojej stronie internetowej podkreśla Pan, że relief „żyje” i nieustannie zmienia się w czasie. Jak należy to rozumieć w kontekście architektury wnętrz?
To zjawisko wynika bezpośrednio z fizyczności moich prac. Tworzone przeze mnie obiekty są bardzo przestrzenne – ich grubość dochodzi nawet do 10 cm. Taka głębokość sprawia, że relief staje się niezwykle czuły na oświetlenie, zarówno to naturalne, jak i sztuczne.
To światło „rzeźbi” i uplastycznia formę poprzez światłocień. Światło dzienne jest procesem dynamicznym: słońce wędruje, zmieniając kąt padania promieni, co sprawia, że ten sam obiekt co godzinę wygląda inaczej – raz eksponuje surową fakturę, innym razem miękko ją ukrywa.

Drugim wymiarem tej zmienności jest perspektywa odbiorcy. Dzięki silnej trójwymiarowości, relief zmienia się wraz z naszym ruchem. Przechodząc obok niego, obserwujemy go pod różnymi kątami, co nadaje kompozycji niezwykłą dynamikę. Można powiedzieć, że w moich pracach zakodowany jest czas, którego istotą jest nieustanna metamorfoza. To nie jest statyczna dekoracja, lecz żywy element tkanki wnętrza.
Jak w praktyce wygląda współpraca z architektami i projektantami? Czy relief powstaje jako odpowiedź na gotowe już wnętrze, czy raczej współtworzy jego koncepcję od samego początku?
Model współpracy ewoluuje wraz z rosnącą świadomością rynku. Przede wszystkim obserwuję bardzo pozytywny trend: świadomość akustyczna architektów dynamicznie rośnie. Coraz więcej profesjonalistów traktuje akustykę jako fundamentalny parametr projektowy, a nie opcjonalny dodatek.
W takich przypadkach nasze konsultacje zaczynają się już w fazie koncepcyjnej, często na etapie spisywania pierwszych założeń projektu. To idealny moment, ponieważ możemy wspólnie zaplanować lokalizację i skalę reliefu tak, aby od początku pracował on na korzyść wnętrza – zarówno wizualnie, jak i technicznie.

W praktyce spotykam się z trzema modelami współpracy.
- Model zintegrowany: Relief jest wpisany w tkankę projektu od etapu koncepcji.
- Model dopełniający: Wielu architektów zaprasza mnie do współpracy, gdy ogólny zarys wnętrza jest już gotowy, a relief ma stać się tym finalnym, artystycznym spoiwem.
- Model dekoracyjny: Dla części projektantów oraz większości klientów indywidualnych relief wciąż funkcjonuje głównie jako atrakcyjny plastycznie dodatek, który pojawia się w przestrzeni jako ostatni element układanki.
Niezależnie od momentu wejścia w projekt, zawsze staram się, aby końcowy obiekt był naturalnym przedłużeniem wizji architekta i potrzeb inwestora.
Czyli obserwuje Pan rosnącą świadomość inwestorów i klientów w zakresie akustyki – zarówno w przestrzeniach prywatnych, jak i biurowych?
Zdecydowanie tak. Jeszcze niedawno w ofertach firm wyposażających biura panele akustyczne pojawiały się jako rozwiązania wyłącznie funkcjonalne – często o surowej, wręcz technokratycznej formie. Dziś to podejście ulega radykalnej zmianie. Architekci przestali postrzegać biuro jedynie przez pryzmat użyteczności; teraz to miejsce, które ma zapewniać szeroko rozumiany komfort, w tym ten także akustyczny.

Jako społeczeństwo bogacimy się, co naturalnie przekłada się na wzrost potrzeb kulturowych i estetycznych. Jakość projektów w Polsce rośnie w błyskawicznym tempie, a wraz z nią standard stosowanych rozwiązań. Efektem tego procesu jest nobilitacja przestrzeni pracy: biura coraz częściej stają się miejscami, gdzie na ścianach gości autentyczna sztuka, która skutecznie wypiera masowe plakaty czy reprodukcje.
Inwestorzy zrozumieli, że relief akustyczny to inwestycja dwutorowa: z jednej strony dbamy o higienę pracy i skupienie, z drugiej – budujemy unikalny wizerunek marki poprzez prezentowanie unikatowych obiektów artystycznych.
Czy istnieją typy wnętrz, w których reliefy akustyczne sprawdzają się szczególnie dobrze? Czy myślimy tu o otwartych apartamentach, gabinetach zarządu, czy może showroomach?
Zdecydowanie tak, choć dobór odpowiedniego obiektu zależy od kilku kluczowych czynników: kubatury pomieszczenia, zastosowanych materiałów wykończeniowych oraz docelowej funkcji przestrzeni.

Szczególne pole do popisu dla reliefów akustycznych to pomieszczenia o średniej wielkości. W takich wnętrzach duży pojedynczy, dobrze usytuowany obiekt potrafi poprawić komfort akustyczny, zmniejszając niepożądane odbicia dźwięku, które w takich metrażach są najbardziej odczuwalne i męczące.
Do przestrzeni, w których reliefy sprawdzają się najlepiej, należą:
- Gabinety zarządu i sale spotkań premium, czyli tam, gdzie poufność rozmów i klarowność przekazu są kluczowe, a wystrój musi podkreślać prestiż i status.
- Apartamenty typu open space. W nowoczesnych salonach, gdzie dominują twarde powierzchnie i duże przeszklenia, relief staje się elementem „zmiękczającym” akustykę.
- Showroomy meblowe. Przestrzenie te wymagają oprawy, która sama w sobie jest designem.
Kluczem do sukcesu nie jest ilość, ale strategiczne rozmieszczenie elementów korygujących. Relief akustyczny pozwala architektom na osiąganie komfortu akustycznego bez kompromisów estetycznych – zamiast montować techniczny panel, wprowadzają do wnętrza dzieło sztuki o parametrach fizycznych.
Czy w Pana twórczości można mówić o pewnym stałym „języku form” – charakterystycznych strukturach, które łączą estetykę z funkcjonalnością akustyczną?
Moja praca opiera się na kolekcjach – każda z nich posiada własną ideę przewodnią oraz specyficzny zestaw form. Choć poruszam się w ramach pewnych cykli, liczba możliwych rozwiązań jest ograniczona jedynie wyobraźnią. Nawet w obrębie jednej kolekcji każde dzieło jest autonomiczne.

Jeśli chodzi o synergię rzeźby z akustyką, istnieją pewne niezmienne filary techniczne: odpowiednia wypukłość form, chropowatość struktury oraz twardość powierzchni. Te parametry są standardem, który gwarantuje rozpraszanie dźwięku. Jednak dla mnie nadrzędną wartością zawsze pozostaje forma plastyczna – w mojej pracowni nigdy nie powstały dwa identyczne obiekty.
Nie chcę, aby klienci wybierali reliefy z zamkniętego katalogu gotowych seryjnych produktów. Bardzo często tworzę obiekty na indywidualne zamówienie, dopasowane do konkretnej potrzeby i konkretnego wnętrza. Taki proces to dla mnie niezwykle cenny pretekst do poznania ludzi, którzy przez lata będą obcować z moją sztuką. Ta osobista więź i zrozumienie kontekstu, w jakim znajdzie się relief, są kluczowe dla mojego celu jakim jest współtworzenie wyjątkowych wnętrz.
Jak przekonałby Pan sceptyków, że komfort akustyczny to luksus, którego nie widać, ale który się czuje? Że to element jakości życia, a sztuka jest najbardziej eleganckim narzędziem do jego budowania?
Jednym z moich wcześniejszych cykli malarskich był projekt „Dotknij pejzażu”. Tworzyłem wtedy obrazy strukturalne przeznaczone do poznawania poprzez dotyk. Wielu to dziwiło, ale każdego, kto zdecydował się zamknąć oczy i dotknąć płótna, ogarniała fascynacja. Idea była prosta: zatrzymać się, wyciszyć wzrok i skoncentrować na bodźcach, które zazwyczaj ignorujemy.

Podróżując z dziećmi, często praktykowaliśmy wspólną kontemplację – siadaliśmy w ciszy, by przez długi czas chłonąć krajobraz: każde drzewo, ruch chmur, niuanse zieleni. To samo doświadczenie polecam powtórzyć z dźwiękiem. Proszę zamknąć oczy i wsłuchać się w otoczenie. Najpierw w przestrzeni sterylnej, gdzie „tępa” cisza niemal boli, a potem w pomieszczeniu o twardych ścianach, gdzie każde echo i pogłos dosłownie kłują nasze zmysły.
Nasza codzienna przestrzeń – biura, dworce, ulice – to akustyczny śmietnik, kakofonia, do której tak przywykliśmy, że przestaliśmy ją zauważać. To jednak jeden z powodów, dlaczego wracamy do domów wyczerpani. Mieszkam w otulinie Puszczy Kampinoskiej; spacer po lesie, który tętni naturalnym, nie narzucającym się dźwiękiem, jest skrajnie kojący.

Moje reliefy akustyczne mają za zadanie wprowadzić taką równowagę do wnętrz. Nie chodzi o to, by przestrzeń całkowicie wygłuszyć, ale by subtelnie zrewidować jej parametry. Moja sztuka jest narzędziem, które współtworzy harmonijne tło dla życia i pracy.
Jak widzi Pan przyszłość akustyki wnętrz w kontekście designu premium? Czy sztuka na stałe stanie się naturalnym nośnikiem funkcji technicznych?
Przyszłość designu premium leży w ewolucji naszej świadomości. Problem z akustyką polega na tym, że jeśli nie dociera do naszej świadomości, po prostu nie zwracamy na nią uwagi – aż do momentu, gdy zaczynamy odczuwać niewytłumaczalne zmęczenie przebywaniem w danym miejscu.

Obecnie komfort wciąż kojarzy się z zamkniętym katalogiem sprawdzonych rozwiązań i konkretnymi materiałami wykończeniowymi. Wybory projektowe bywają ograniczane budżetem lub technologią, ale najczęściej barierą jest właśnie nieświadomość. W segmencie premium to się jednak zmienia. Luksus przestaje być tylko tym, co widać; staje się tym, co czujemy wszystkimi zmysłami.
Dlatego tak kluczowe jest, aby o komforcie akustycznym myśleć już na etapie spisywania założeń projektowych. Nie powinniśmy ograniczać się tylko do metrażu, funkcjonalności czy ergonomii mebli. Musimy zacząć projektować poczucie dobrostanu.

Moja sztuka jest tu naturalnym sprzymierzeńcem. Wierzę, że w przyszłości obiekty artystyczne przestaną być tylko „dekoracją nakładaną na gotowe ściany”, a staną się integralną, funkcjonalną częścią architektury. Relief akustyczny to właśnie taki łącznik – przedmiot, który niosąc głęboką ideę estetyczną, jednocześnie rozwiązuje konkretny problem techniczny w sposób najbardziej elegancki z możliwych.
Dziękuję za rozmowę.
ROZMAWIAŁA: Anna Szypulska
Wywiad ukazał się w miesięczniku BIZNES MEBLE, nr 4/2026.