Każdy projekt rządzi się własnymi prawami
1 października, 2026 2026-10-01 15:44Każdy projekt rządzi się własnymi prawami

Każdy projekt rządzi się własnymi prawami
Anna Kasprzycka, właścicielka i projektantka pracowni InsideLab, o projektowaniu wnętrz komercyjnych, wykorzystaniu sztucznej inteligencji w procesie projektowym, a także meblach używanych w projektowanych wnętrzach.
Pani Anno, InsideLab – Pani pracowania – specjalizuje się w projektowaniu wnętrz komercyjnych. Nie pytam, czy to świadomy wybór, bo jestem przekonany, że tak, ale interesuje mnie geneza. Dlaczego zdecydowała się Pani na wnętrza komercyjne, a nie mieszkalne?
Wraz z Wojtkiem Pleti i Danielem Niechaj tworzymy zespół projektowy. Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie kierunek Architektura Wnętrz, której jesteśmy wszyscy absolwentami, dała nam wrażliwość na projekt, warsztat i dbałość o detal.

Przejście do sektora komercyjnego było naturalnym etapem naszego rozwoju. Projekty mieszkaniowe dały nam podwaliny w postaci doskonałego rozumienia ergonomii i indywidualnych potrzeb człowieka.
Z czasem poczuliśmy jednak, że naszą największą siłą jest łączenie estetyki ze strategią biznesową. Świetnie rozumiemy język i wyzwania klientów biznesowych. Wiemy, że wnętrze komercyjne to nie tylko piękna przestrzeń, ale również efektywne narzędzie: buduje markę, przyciąga klientów, wspiera cele sprzedażowe.
Czy da się jakoś sensownie porównać projektowanie wnętrz komercyjnych i indywidualnych? Co może być kryterium porównania? Czas pracy nad projektem? Stopień trudności? Mnogość i nietypowość stosowanych rozwiązań? Restrykcyjne normy bezpieczeństwa dotyczące stosowanych materiałów? Jeszcze coś innego?
Głównym kryterium porównania jest charakter relacji i ramy czasowe. Obie ścieżki projektowe wymagają ogromnego profesjonalizmu, ale różni je dynamika. W sektorze komercyjnym kluczowym wyznacznikiem jest nieprzekraczalny termin – często sztywno powiązany z planowaną datą otwarcia lokalu czy startem biznesu. Ta czasowa dyscyplina i klarowne ramy niezwykle odpowiadają naszemu stylowi pracy.

Bardzo cennym elementem jest dla nas także możliwość budowania długofalowych, wieloletnich relacji biznesowych. Wspólnie z inwestorami rozwijamy ich marki przy kolejnych lokalizacjach i projektach. Pozwala to nam doskonale rozumieć ich rosnące potrzeby i optymalizować cały proces.

Przy projekcie mieszkania partnerem dla architekta wnętrz jest jego właściciel, czyli jedna osoba, ewentualnie dwie. A jak to jest w przypadku wnętrza komercyjnego? Czy nie jest to czasem kilka-kilkanaście osób i – co z tym idzie – kilka-kilkanaście różnych wizji wnętrza?
Rzeczywiście, po stronie firmy zaangażowanych jest często wiele osób, ale profesjonalny proces biznesowy wymaga struktury. W naszej praktyce po stronie klienta wyznaczana jest jedna decyzyjna osoba do kontaktu – koordynator lub manager projektu. To on spina wewnątrz firmy uwagi wszystkich działów, filtruje je i przekazuje nam spójne, uzgodnione stanowisko.
Dzięki temu praca przebiega sprawnie, my unikamy szumu informacyjnego, a klient ma pewność, że projekt realizuje jedną, dobrze przemyślaną wizję marki.
Czy istnieje w ogóle jakiś modus operandi dobrego projektu wnętrza komercyjnego?
Unikamy sztywnych schematów, bo nie istnieje jeden uniwersalny modus operandi – każdy projekt rządzi się własnymi prawami. Wszystko zależy od unikalnego briefu, specyfiki danej branży, a także indywidualnych celów biznesowych klienta. Zamiast gotowych szablonów stosujemy elastyczne, ale uporządkowane podejście: dokładnie analizujemy potrzeby marki i na tej podstawie dopasowujemy proces projektowy do danego wyzwania.
Pani projekty to m.in. sklepy, salony czy biura. A czy były też jakieś zupełnie nietypowe, nieoczywiste wnętrza?
Zdecydowanie tak. Szczególnie zapamiętaliśmy dwa niezwykle wymagające projekty:
Pierwszym było mobilne muzeum marki MAN na jej 100-lecie, zaaranżowane we wnętrzu naczepy tira. Wyzwaniem było stworzenie mobilnego salonu firmowego, który krążył po zlotach motoryzacyjnych w całej Europie i Polsce, łącząc opowieść o historii marki z pełną mobilnością i trwałością ekspozycji w ciągłej trasie.

Drugim była rewitalizacja komór Staszica i Drozdowice w Kopalni Soli w Wieliczce. Projektowaliśmy tam systemy ekspozycyjne dla przestrzeni handlowych oraz rozwiązania usprawniające ruch turystyczny. Największym wyzwaniem była specyfika środowiska solnego – wymagało to od nas operowania dedykowanymi materiałami, m.in. specjalną stalą nierdzewną i kamieniem, odpornymi na niezwykle trudne warunki panujące pod ziemią.

Czy w swojej pracy zawodowej wspomaga się Pani szeroko rozumianą sztuczną inteligencją?
Tak, wykorzystujemy sztuczną inteligencję jako usprawnienie codziennej pracy. AI jest dla nas świetnym narzędziem wspierającym m.in. szybkie wyszukiwanie przepisów, norm budowlanych czy wymogów technicznych wraz z podaniem konkretnych źródeł i bibliografii. Pozwala nam to błyskawicznie dotrzeć do materiałów źródłowych i weryfikować uwarunkowania prawne.
Sztuczna inteligencja genialnie optymalizuje czasochłonne procesy analityczne. Dzięki temu możemy przeznaczyć więcej energii na kluczowe etapy: kreację, strategię i bezpośrednią pracę nad projektem.
Interesuje mnie Pani opinia na jej temat. Jako architektka wnętrz patrzy Pani na AI jako na szansę czy raczej zagrożenie?
Patrzymy na AI jako na szansę, choć ma ona dwa oblicza. Zagrożeniem może być raczej w segmencie wnętrz prywatnych, gdzie inwestor po wygenerowaniu ładnego obrazka może pokusić się o pominięcie projektanta i pójście bezpośrednio do wykonawcy.

W projektach komercyjnych sam obrazek to jednak dopiero początek. Sektor komercyjny wymaga zaawansowanej wiedzy, znajomości przepisów, norm, a także koordynacji branżowej. Tego AI na ten moment nie zastąpi. Być może w przyszłości technologia jeszcze mocniej wejdzie w obszary techniczne, ale dziś traktujemy ją jako świetne wsparcie, a nie zagrożenie dla roli architekta.
I nie ma Pani obawy, że dożyjemy czasów, w których to nasz asystent AI będzie nam projektował wnętrze, a zawód projektanta wnętrz odejdzie do lamusa?
Nie mam takich obaw, przede wszystkim z jednego kluczowego powodu: odpowiedzialności. Asystent AI może stworzyć koncepcję czy wygenerować pomysł, ale nie weźmie na siebie formalnej, prawnej i finansowej odpowiedzialności za ewentualne błędy projektowe czy niedoróbki wykonawcze.

W projektowaniu komercyjnym na szali stoją ogromne budżety, bezpieczeństwo ludzi i restrykcyjne odbiory. Ostatecznie to żywy człowiek podpisuje się pod dokumentacją i odpowiada za powodzenie inwestycji.

Jest Pani absolwentką krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych na kierunku Architektura Wnętrz. Gdy widzi Pani w Internecie ogłoszenia typu: „Weekendowy kurs projektowania wnętrz”, to co Pani wówczas myśli? Może nie warto było studiować parę lat, skoro wystarczy kilka weekendów…
Takie kursy mogą dać co najwyżej próbkę pasji lub pojęcie o estetyce, ale nie zastąpią lat studiów na ASP. Kilka weekendów nie nauczy odpowiedzialności za projekt, dogłębnej znajomości technologii materiałowej, przepisów czy wielowymiarowego myślenia o przestrzeni. Studia dały nam solidny, artystyczny i warsztatowy fundament, na którym opieramy naszą pracę dla biznesu.
Polska jest jednym z najważniejszych światowych graczy w produkcji i eksporcie mebli. Czy w Pani projektach widać tę naszą pozycję w postaci użytych mebli?
Zdecydowanie tak. Praktycznie wszystkie meble dedykowane, które projektujemy od podstaw, produkujemy w Polsce. Dzięki świetnie rozwiniętemu zapleczu rodzimych producentów mamy pewność, że jesteśmy w stanie wyprodukować dokładnie to, co wymyślimy na papierze. Polski rynek meblarski daje nam dużą elastyczność, wysoką jakość i technologiczne możliwości, z których korzystamy przy każdym projekcie komercyjnym.
Dziękuję za rozmowę.
ROZMAWIAŁ: Marek Hryniewicki
Wywiad ukazał się w miesięczniku BIZNES MEBLE, nr 9/2026.
