Design

Projektujemy przede wszystkim dla człowieka

Krystyna Mikołajska i Ida Mikołajska, architektki, właścicielki pracowni MIKOŁAJSKAstudio.

Projektujemy przede wszystkim dla człowieka

Krystyna Mikołajska i Ida Mikołajska, architektki, właścicielki pracowni MIKOŁAJSKAstudio, o sztucznej inteligencji w projektowaniu wnętrz, ewolucji polskich wnętrz, a także środowisku i zawodzie architekta wnętrz.

Zacznę trochę nietypowo, bo od czegoś, czym od niedawna świat się zachłystuje, a mianowicie sztucznej inteligencji. Czy Panie w swojej pracy zawodowej także z niej korzystają?

Ida Mikołajska: Tak, korzystamy. Ale na razie przede wszystkim jako z narzędzia, które przyspiesza i porządkuje pracę. AI świetnie sprawdza się przy wyszukiwaniu informacji, analizowaniu różnych możliwości, pracy z tekstem czy w wielu codziennych zadaniach organizacyjnych.
Znacznie ostrożniej podchodzimy do niej jako do narzędzia stricte projektowego. Wygenerowanie atrakcyjnego obrazu wnętrza jest dziś stosunkowo łatwe. Tyle że ładny obraz to jeszcze nie projekt. Projekt musi dać się zbudować, zmieścić w określonym budżecie, uwzględniać instalacje, technologię, dostępne materiały, terminy, a przede wszystkim realne potrzeby konkretnego człowieka.

Jestem ciekaw opinii Pań na temat AI. Czy dla takich profesji, jak architekci, projektanci wnętrz, dekoratorzy, sztuczna inteligencja może – nie dzisiaj, ale za jakiś czas – stanowić zagrożenie? Możemy przecież sobie chyba wyobrazić wnętrze zaprojektowane „od zera” przez AI. Być może nawet zostanie sformalizowana kwestia odpowiedzialności sztucznej inteligencji za projekt…

Krystyna Mikołajska: Na pewno AI bardzo zmieni nasz zawód. Część pracy przejmie i myślę, że nie ma sensu udawać, że będzie inaczej. Szczególnie tam, gdzie zadania są powtarzalne i można je stosunkowo łatwo opisać.

Nie sądzimy jednak, żeby oznaczało to koniec zawodu architekta. Dobry projekt to setki, a czasem tysiące decyzji. I bardzo wiele z nich wynika nie tylko z wiedzy technicznej, ale też z rozmowy z klientem, wyczucia jego potrzeb, doświadczenia i umiejętności przewidywania konsekwencji.

Reklama
Banne 300x250 px Furniture Romania ZHali Imre

Klient często sam nie potrafi precyzyjnie powiedzieć, czego potrzebuje. Może pokazać dziesięć zdjęć, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego, a naszym zadaniem jest zrozumieć, co właściwie je łączy i co jest dla niego ważne.

AI może stworzyć bardzo przekonującą wizję pięknego salonu. Ale później ktoś musi odpowiedzieć na pytania: czy to rozwiązanie jest możliwe konstrukcyjnie, którędy poprowadzimy instalacje, ile to będzie kosztowało, czy dany materiał nadaje się w to miejsce, czy wybrany produkt jest dostępny i jak wszystko skoordynować na budowie.

I tu dochodzimy też do odpowiedzialności. Architekt odpowiada za swoje decyzje swoim nazwiskiem, doświadczeniem i zawodową reputacją. W przypadku AI ta kwestia rzeczywiście będzie kiedyś wymagała bardzo jasnych zasad.

Dlatego traktujemy sztuczną inteligencję bardziej jako kolejne, bardzo zaawansowane narzędzie niż jako konkurenta. Architekt, który nauczy się dobrze z niej korzystać, prawdopodobnie będzie po prostu pracował szybciej i sprawniej.

Mają Panie za sobą bogate doświadczenia. Chodzi mi zarówno o wiele lat pracy w zawodzie architekta wnętrz, jak i pobyty w Europie Zachodniej. Interesują mnie spostrzeżenia Pań na temat ewolucji naszych wnętrz w ostatnich dekadach. Mieliśmy kiedyś PRL-owską siermiężność, mieliśmy zachłyśnięcie się pseudobogackim kiczem i straszącymi jeszcze w przestrzeni publicznej „gargamelami”. A co mamy dzisiaj?

Krystyna Mikołajska: Przeszliśmy ogromną drogę. W czasach PRL problemem był przede wszystkim niedobór. Nie było wyboru materiałów, wyposażenia, technologii. Później sytuacja się odwróciła – nagle można było mieć prawie wszystko i przez pewien czas chcieliśmy mieć wszystko naraz. Stąd zapewne wzięło się wiele wnętrz i domów, które miały przede wszystkim pokazywać status: dużo dekoracji, dużo różnych materiałów, formy bardziej efektowne niż potrzebne.

Dzisiaj jesteśmy już znacznie bardziej dojrzali. Coraz częściej luksus nie oznacza ostentacji. Może oznaczać świetnie rozwiązany układ, dobre proporcje, piękne światło, naturalny materiał, bardzo dobrze zaprojektowany detal. Czasem coś, czego osoba niezwiązana z projektowaniem nawet od razu nie zauważy, ale dzięki czemu we wnętrzu po prostu dobrze się czuje.

Krakowskie wnętrze, bardzo funkcjonalne, lekkie, delikatne i nawiązujące do estetyki Japandi. Fot: Wnętrza Kraków – Kuba Dziedzic. Stylizacja: Dagmara Matoń.
Krakowskie wnętrze, bardzo funkcjonalne, lekkie, delikatne i nawiązujące do estetyki Japandi. Fot: Wnętrza Kraków – Kuba Dziedzic. Stylizacja: Dagmara Matoń.
Układ funkcjonalny powstał na nowo z myślą o potrzebach właścicieli. Fot: Wnętrza Kraków – Kuba Dziedzic. Stylizacja: Dagmara Matoń.
Układ funkcjonalny powstał na nowo z myślą o potrzebach właścicieli. Fot: Wnętrza Kraków – Kuba Dziedzic. Stylizacja: Dagmara Matoń.

Ogromnie wzrosła też świadomość klientów. Podróżują, oglądają realizacje z całego świata, znają marki, interesują się designem. Dwadzieścia czy trzydzieści lat temu dostęp do takiej wiedzy był zupełnie inny.

Ale pojawiła się też druga strona tego zjawiska. Instagram i Pinterest sprawiają, że trendy rozchodzą się błyskawicznie. Nagle wszędzie widzimy ten sam kamień, tę samą lampę, podobne kolory i rozwiązania. Więc mamy dziś dużo większą świadomość estetyczną, ale jednocześnie pewne ryzyko ujednolicania wnętrz.

Na ile te zmiany są skutkiem zmiany naszej mentalności, a na ile bezrefleksyjnym poddaniem się trendom i modom?

Ida Mikołajska: Jedno i drugie. Zdecydowanie zmieniła się mentalność. Znacznie większą wagę przywiązujemy do tego, jak mieszkamy. Nie chodzi już wyłącznie o liczbę metrów, ale również o ich jakość i o komfort codziennego życia. Z drugiej strony nigdy wcześniej moda nie docierała do nas tak szybko. Kiedyś pewne trendy potrzebowały kilku lat, żeby się upowszechnić. Dziś kilka popularnych realizacji w mediach społecznościowych wystarczy, żeby po paru miesiącach podobne rozwiązanie pojawiło się w setkach mieszkań.

I właśnie tutaj bardzo ważna jest rola architekta. Powinniśmy umieć odróżnić to, co rzeczywiście dobre i ponadczasowe, od tego, co jest tylko chwilowo modne. Domu nie projektuje się na sezon. Jeżeli inwestor wydaje bardzo duże pieniądze i chce mieszkać w danym wnętrzu przez wiele lat, nie powinniśmy podporządkowywać wszystkiego temu, co akurat dobrze wygląda na Instagramie.

Jak Panie sądzą, w jakim kierunku będą ewoluowały nasze wnętrza? Czy ta ewolucja coś zmieni w profesji architekta i architekta wnętrz? Mam na myśli takie sytuacje, jak np. nasycenie wnętrz nowoczesnymi technologiami, które architekt – chcąc nie chcąc – będzie musiał poznać…

Ida Mikołajska: To już się dzieje. Zakres wiedzy, jakiej wymaga się od architekta wnętrz, stale się poszerza. Automatyka, systemy smart home, oświetlenie, wentylacja, klimatyzacja, akustyka, rozwiązania energooszczędne – tego wszystkiego nie musimy oczywiście samodzielnie projektować branżowo, ale musimy to rozumieć. Inaczej nie jesteśmy w stanie dobrze skoordynować całego wnętrza.

Co ciekawe, im więcej technologii pojawia się w domu, tym bardziej chyba chcemy, żeby była niewidoczna. Najlepszy smart home to nie ten, który ma dziesięć ekranów na ścianach, tylko taki, którego użytkownik właściwie nie zauważa, bo wszystko działa intuicyjnie.
Jednocześnie obserwujemy bardzo silny zwrot w przeciwną stronę – do naturalnych materiałów, drewna, kamienia, tkanin, rękodzieła, rzeczy nieidealnych i przedmiotów z historią.

Być może właśnie to będzie przyszłość wnętrz: bardzo zaawansowana technologia ukryta pod powierzchnią, a na zewnątrz przestrzeń bardziej spokojna, naturalna i ludzka.

Warsztat architekta na pewno będzie się zmieniał. Ale sama istota zawodu raczej nie: nadal projektujemy przede wszystkim dla człowieka.

Na początku swojej zawodowej kariery Pani Krystyna wygrała międzynarodowy konkurs architektoniczny. W efekcie zatrudniło Panią renomowane norweskie biuro architektoniczne HRTB Arkitektene AS z Oslo. Czy w polskich warunkach „młody, zdolny, rokujący” absolwent studiów architektonicznych ma realną szansę, by tak po prostu zrobić zawodową karierę?

Krystyna Mikołajska: Myślę, że ma, chociaż oczywiście nic nie dzieje się „tak po prostu”. W moim przypadku bardzo dużo zmienił jeden konkurs.

Mikrownętrze w samym sercu Krakowa. Po co? Na przyjazdy do Krakowa. Właścicielka postanowiła zamienić ciągłe wizyty w hotelach na własny azyl.  Fot. Yassen Hristov. Stylizacja: Krystyna i Ida Mikołajskie.
Mikrownętrze w samym sercu Krakowa. Po co? Na przyjazdy do Krakowa. Właścicielka postanowiła zamienić ciągłe wizyty w hotelach na własny azyl. Fot. Yassen Hristov. Stylizacja: Krystyna i Ida Mikołajskie.
Stylistyka bardzo dekoracyjna, klasyczna, kwiatowa kobieca – o to chodziło właścicielce. Fot. Yassen Hristov. Stylizacja: Krystyna i Ida Mikołajskie.
Stylistyka bardzo dekoracyjna, klasyczna, kwiatowa kobieca – o to chodziło właścicielce. Fot. Yassen Hristov. Stylizacja: Krystyna i Ida Mikołajskie.

Jeszcze jako studentka, w 1985 roku, wzięłam udział w międzynarodowym konkursie organizowanym przez International Federation for Housing and Planning, dotyczącym modernizacji wielkich powojennych zespołów mieszkaniowych. Zdobyłam pierwszą nagrodę – Gulbenkian Travel Grant, czyli stypendium umożliwiające podróż i poznawanie interesującej architektury.

Wybrałam Skandynawię. Jej architektura od dawna bardzo mi odpowiadała – prostotą, powściągliwością, funkcjonalnością. Miałam listy polecające do znanych pracowni w Finlandii, Szwecji i Norwegii, więc mogłam nie tylko zwiedzać, ale również zaglądać do biur i zobaczyć, jak naprawdę wygląda tam praca architekta.

Najbardziej urzekła mnie Norwegia. I tam wydarzyło się coś, czego zupełnie nie planowałam. HRTB Arkitektene, jedno z renomowanych wówczas biur architektonicznych w Oslo, zaproponowało mi pracę, mimo że formalnie nie miałam jeszcze skończonych studiów. Po obronie dyplomu wróciłam więc do Oslo już do pracy.

Myślę, że dziś młodym ludziom pod pewnymi względami jest nawet łatwiej. Mogą wysłać swoje portfolio w dowolne miejsce na świecie, studiować i odbywać praktyki za granicą, mają dostęp do ogromnej wiedzy. Ale działa to też w drugą stronę – konkurencja jest globalna.
Talent jest ważny, ale nie wystarczy. Trzeba być pracowitym, ciekawym świata, nie bać się wychodzić poza własne środowisko i umieć wykorzystać okazję, kiedy się pojawia.

Należą Panie do Stowarzyszenia Architektów Wnętrz. Dlaczego?

Ida Mikołajska: Bo uważamy, że nasz zawód potrzebuje silnego środowiska. Na co dzień oczywiście ze sobą konkurujemy. Każda pracownia ma własnych klientów, własny styl pracy, własny sposób prowadzenia projektów. Ale są sprawy, które dotyczą nas wszystkich: standardy zawodowe, etyka, jakość usług, odpowiedzialność wobec klienta czy wreszcie świadomość społeczna tego, czym właściwie zajmuje się architekt wnętrz.

SAW daje też możliwość wymiany doświadczeń. A to w naszym zawodzie jest bardzo cenne, bo wiele problemów, które wydają się specyficzne dla jednej pracowni, okazuje się wspólnymi dla całego środowiska.

W Polsce działa kilka-kilkanaście tysięcy architektów wnętrz, chociaż dokładną ich liczbę – z oczywistych przyczyn – trudno oszacować. Do SAW należy około 200 osób, czyli zdecydowana mniejszość. Jak Panie myślą, dlaczego tak się dzieje? To kwestia polskiej mentalności, w której „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”, czy świadomości braku realnych korzyści wynikających z przynależności? A może coś jeszcze innego?

Krystyna Mikołajska: Nie jesteśmy pewne, czy można to sprowadzić do polskiej mentalności. Ten zawód jest z natury dość indywidualny. Bardzo dużo osób prowadzi jednoosobowe działalności albo niewielkie pracownie i koncentruje się przede wszystkim na bieżącej pracy i swoich klientach.

Poza tym korzyści z przynależności do stowarzyszenia nie zawsze są natychmiastowe i łatwe do policzenia. To nie jest tak, że zapisujemy się do SAW i następnego dnia mamy pięciu nowych klientów. Korzyść jest bardziej długofalowa. Chodzi o budowanie standardów zawodu, wspólnego głosu, wymianę doświadczeń i edukowanie rynku.

Mieszkanie na rodzinne spotkania w Krakowie, w odnowionej kamienicy, lekka, klasycyzująca współczesna stylistyka. Fot. Michał Lichtański. Stylizacja: Dagmara Matoń.
Mieszkanie na rodzinne spotkania w Krakowie, w odnowionej kamienicy, lekka, klasycyzująca współczesna stylistyka. Fot. Michał Lichtański. Stylizacja: Dagmara Matoń.
Charakteru dodają intensywne granatowe odcienie podbite ciepłym, koniakowym kolorem. Fot. Michał Lichtański. Stylizacja: Dagmara Matoń.
Charakteru dodają intensywne granatowe odcienie podbite ciepłym, koniakowym kolorem. Fot. Michał Lichtański. Stylizacja: Dagmara Matoń.

Być może jako środowisko po prostu jeszcze dojrzewamy do przekonania, że warto wspólnie działać również w tych sprawach, z których efektów korzystamy nie od razu i nie tylko indywidualnie.

Zawód architekta jest uregulowany ustawowo, natomiast zawód architekta wnętrz – już nie. Czy ten fakt i fakt, że dziś każdy może sobie dopisać przed nazwiskiem „projektant wnętrz” stanowi problem? No i kto finalnie na tym bardziej cierpi: profesjonalni architekci, projektanci wnętrz czy klienci?

Ida Mikołajska: To jest problem. Chociaż nie powiedziałybyśmy od razu, że jedynym rozwiązaniem jest bardzo ścisłe ustawowe regulowanie zawodu. Największa trudność polega na tym, że pod nazwą „projektowanie wnętrz” kryją się dziś zupełnie różne usługi i różny poziom kompetencji.

Można przygotować ładny moodboard i dobrać kolory, można wykonać wizualizację, ale można też odpowiadać za pełny projekt: funkcję, instalacje, oświetlenie, sufity, podłogi, stolarkę, detale wykonawcze, dokumentację techniczną i późniejszą koordynację realizacji. To są zupełnie różne poziomy odpowiedzialności.

Klient nie zawsze potrafi tę różnicę dostrzec przed podpisaniem umowy. Czasami dowiaduje się o niej dopiero wtedy, gdy zaczyna się budowa i okazuje się, że piękna wizualizacja nie odpowiada na pytanie, jak daną rzecz wykonać.

Dlatego powiedziałybyśmy, że najbardziej cierpi klient. Profesjonalne pracownie również, bo ich oferta bywa porównywana cenowo z usługą o zupełnie innym zakresie. Ale ostatecznie to inwestor ponosi konsekwencje złego projektu. Bardzo potrzebna jest więc przede wszystkim edukacja i większa świadomość tego, co klient rzeczywiście kupuje.

Kończąc, chciałbym poruszyć temat zawodowo mi najbliższy. Wiemy, że Polska jest jednym z europejskich i światowych potentatów w produkcji i eksporcie mebli. Czy polskie meble widać we wnętrzach projektowanych przez Panie?

Krystyna Mikołajska: Oczywiście. Korzystamy z polskich mebli, oświetlenia i wyposażenia bardzo często. Do tego ogromna część naszych projektów to meble wykonywane indywidualnie na zamówienie przez polskich stolarzy.

Polski rynek przez ostatnie lata bardzo się zmienił. Mamy producentów, którzy oferują świetną jakość, bardzo dobre technologie i coraz lepsze wzornictwo. W wielu kategoriach naprawdę nie mamy powodu szukać produktu zagranicznego tylko dlatego, że ma włoską czy skandynawską metkę.

Ale też nie wybieramy produktu dlatego, że jest polski. W projekcie musi się po prostu bronić: wzornictwem, jakością, ceną, funkcją i możliwością dostawy.

Co musiałoby się stać, aby polscy inwestorzy do wnętrz wybierali meble „made in Poland”, a nie np. „made in Italy”? Rozumiem, że gospodarczy patriotyzm to zbyt słaba przesłanka?…

Krystyna Mikołajska: Zdecydowanie zbyt słaba. I właściwie dobrze, że tak jest. Jeżeli ktoś wydaje kilka czy kilkanaście tysięcy złotych na mebel, to trudno oczekiwać, że wybierze go wyłącznie dlatego, że został wyprodukowany w Polsce. Produkt musi być po prostu dobry.
Włosi mają ogromną przewagę, którą budowali przez dziesięciolecia. Potrafili stworzyć nie tylko świetny design, ale również marki, wokół których istnieje cała kultura. Kupując włoski mebel, często kupujemy trochę historii firmy, nazwisko projektanta, prestiż, emocje.

Polscy producenci bardzo często dorównują już zagranicznym jakością wykonania i technologią. Natomiast wciąż mamy mniej marek, które wypracowały własny, natychmiast rozpoznawalny język i konsekwentnie budują swoją pozycję na świecie.

Klimatyczny penthouse z widokiem na Wawel. Klasyczne formy, gdzie nowojorska elegancja miesza się ze skandynawską sielskością. Fot. Yassen Hristov. Stylizacja: Krystyna i Ida Mikołajskie.
Klimatyczny penthouse z widokiem na Wawel. Klasyczne formy, gdzie nowojorska elegancja miesza się ze skandynawską sielskością. Fot. Yassen Hristov. Stylizacja: Krystyna i Ida Mikołajskie.
W sam raz na wakacyjne wypady do miasta i spotkania z przyjaciółmi. Fot. Yassen Hristov. Stylizacja: Krystyna i Ida Mikołajskie.
W sam raz na wakacyjne wypady do miasta i spotkania z przyjaciółmi. Fot. Yassen Hristov. Stylizacja: Krystyna i Ida Mikołajskie.

I chyba właśnie tutaj jest największe pole do rozwoju. Polski produkt nie powinien być wybierany dlatego, że jest polski. Powinien być wybierany dlatego, że jest świetnie zaprojektowany. A jeśli przy okazji powstał w Polsce – tym lepiej.

A skoro o tym mowa, to ostatnie pytanie kieruję do Pani Idy. Od lat jest Pani członkiem kapituły organizowanego przez nasze wydawnictwo konkursu Diament Meblarstwa, za co przy okazji chciałbym serdecznie podziękować. Czy widzi Pani – obserwując od lat zgłaszane produkty – ich progres?

Ida Mikołajska: Tak, zdecydowanie. I myślę, że najbardziej widać go nie tylko w jakości wykonania, bo z nią polscy producenci radzili sobie dobrze już wcześniej, ale właśnie we wzornictwie.

Produkty są bardziej dopracowane, bardziej finezyjne, ciekawsze materiałowo. Widać większą uwagę poświęcaną detalowi. Ale przede wszystkim widzę więcej odwagi. Już sama prezentacja mebli jako produktów uległa wyraźnej zmianie. Obserwujemy śmiałe sesje zdjęciowe mebli w kompletnych wnętrzach, nie tylko pokazanych jak towar na półce.

Jeszcze jakiś czas temu wiele firm starało się stworzyć produkt możliwie bezpieczny, który spodoba się jak największej grupie klientów. Dzisiaj coraz częściej pojawiają się rzeczy, które mają wyraźny charakter. Nie każdemu muszą się podobać, ale można je zapamiętać.

I to uważam za bardzo dobry kierunek. Nie potrzebujemy polskiej wersji włoskiego czy skandynawskiego designu. Najciekawiej będzie wtedy, kiedy polskie marki będą rozpoznawalne dlatego, że wypracowały własną tożsamość. Obserwując kolejne edycje Diamentu Meblarstwa, ten progres naprawdę widać.

Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁ: Marek Hryniewicki

Wywiad ukazał się w miesięczniku BIZNES MEBLE, nr 10/2026.