Branża

Do zobaczenia za 2 lata! Gdzie? Na targach?

Anna Szypulska, BIZNES MEBLE.

Do zobaczenia za 2 lata! Gdzie? Na targach?

Bliżej nieokreślony termin „za 2 lata” coraz częściej pojawia się w pozdrowieniu skierowanym do nas – nas, czyli wystawców i zwiedzających – przez organizatorów targów. Bez obaw – nie dotyczy to imprez, które odbywają się w Polsce, a już na pewno nie obejmuje naszej branży. Jeszcze nie.

Liczba wydarzeń targowych, które odbywają się w cyklu dwuletnim, już wkrótce może wzrosnąć. Od 2026 r. do organizowanych co dwa lata targów interzum, LIGNA, Orgatec czy XYLEXPO, dołączą Stockholm Furniture Fair. W kuluarach mówi się też o jednej z polskich imprez, ale nie jest to potwierdzona informacja, a jedynie przymiarka.

Emocje jak na… targach

Trzeba przyznać, że dla organizatorów targów nie są to najłatwiejsze czasy. Na pewno nie jest to moment, w którym za wszelką cenę warto wypełniać każdą lukę w kalendarzu. Wiem jednak, że nie wszyscy się ze mną zgodzą. Ale wiem też, że każdy, kto ma jakiekolwiek pojęcie o organizacji targów, zdaje sobie sprawę z tego, iż nie jest sztuką zapełnienie hal wystawcami. Sztuką jest przyciągnięcie zwiedzających, nie mylić z „jakimiś zwiedzającymi”. A jeszcze większa sztuka to sprawienie, by goście wrócili za rok i najlepiej przyprowadzili kogoś ze sobą. Chodzi bowiem o to, by liczba odwiedzających utrzymywała się na podobnym poziomie, nie spadała, a nawet rosła. Ktoś powie: A wymiar biznesowy? A targowy feedback? To już zupełnie inna historia.

Wszędzie byłam, ale czy wszystko widziałam?

Nie odwiedziłam jeszcze wszystkich targów w Europie, o świecie nie wspominając, więc nie będę udawała, że pozjadałam wszystkie rozumy i na targach znam się, jak nikt inny. Jednak przez 17 lat pracy w branży widziałam już i spektakularne debiuty, i równie spektakularne upadki imprez targowych w Polsce i za granicą. Ponadto ciągle odkrywam nowe wydarzenia, a przynajmniej nowe dla mnie.

Jedno z moich ostatnich odkryć to Bad Salzuflen. Tak się złożyło, że na targach M.O.W. byłam po raz pierwszy i to, co mi w nich najbardziej zaimponowało to ich autentyczność. To wydarzenie jest bowiem dokładnie takie, jak sobie wyobrażałam, jak zapamiętałam ze zdjęć, jak mi opowiadano. Nie ma tam żadnego pudrowania rzeczywistości i robienia dobrej miny do złej gry. Każdy wie, czego można się po tym wydarzeniu spodziewać, każdy przygotowuje się do niego odpowiednio, a jeśli się nie przygotowuje, to nie ma zmiłuj. Parafrazując „Boską Komedię”: Każdy, kto tu wchodzi, wchodzi na własną odpowiedzialność.

Może i jestem niedzisiejsza i to, co napiszę nie zostanie dobrze odebrane, ale doceniam gospodarzy, którzy dbają o swoich gości. Chcę widzieć, jak szefowe i szefowie targów osobiście odwiedzają wystawców, witają zwiedzających, wsłuchują się w ich opinie, a przede wszystkim, nie spoczywają na laurach. Na M.O.W. tak właśnie jest. To targi dla tych, którzy odnajdują się jako uczestnicy imprez wystawienniczych zorganizowanych od A do Z, z określonym rytmem, a nawet pewną przewidywalnością zdarzeń. Mydło i powidło nie mają tu racji bytu. Nie znajdziecie tu też skarpet, sokowirówek, łańcuszków i ostrzałek do noży. Chyba nie jest mi z tego powodu przykro.

Do zobaczenia na targach z prawdziwego zdarzenia. Oby jak najszybciej!

TEKST: Anna Szypulska

Felieton ukazał się w miesięczniku BIZNES MEBLE, nr 11/2025.