W czasach recesji firmy muszą być bardziej efektywne
3 września, 2026 2026-09-03 8:09W czasach recesji firmy muszą być bardziej efektywne
Agnieszka Chmielewska, Complet Chmielewscy, o wymianie pokoleniowej i konieczności zmiany modelu biznesowego oraz dostosowywania się do nowej rzeczywistości.
Czy w obecnej sytuacji (recesja na kluczowych rynkach, redukcje zatrudnienia) branża meblarska w Polsce potrzebuje nowych pracowników? Dlaczego?
Mimo trudnej koniunktury, potrzeba zatrudniania nowych pracowników w branży meblarskiej nie zniknęła. Zmienił się natomiast jej charakter. Obecnie nie mówimy o masowych rekrutacjach związanych z gwałtownym rozwojem mocy produkcyjnych, lecz o rekrutacjach strategicznych i wymianie kompetencyjnej.
Potrzebujemy pracowników, gdyż widzimy konieczność wymiany pokoleniowej. Część doświadczonych fachowców jest w wieku przedemerytalnym. Tymczasem dziś młodzież wybiera w zdecydowanej większości kształcenie na poziomie ogólnym, nie jest zainteresowana zdobywaniem umiejętności praktycznych. Powoduje to lukę pokoleniową, którą odczuwamy bezpośrednio w naszych fabrykach.
Obecnie poszukiwani są także specjaliści potrafiący pracować z nowymi technologiami (automatyzacja, digitalizacja procesów), które pozwalają obniżyć koszty produkcji i zwiększyć marżowość. W czasach recesji firmy muszą być bardziej efektywne.
Jakie kompetencje i umiejętności są szczególnie poszukiwane?
Z punktu widzenia pracodawcy pracownik kompetentny to taki, który ma kierunkowe wykształcenie i doświadczenie w branży oraz wykazuje pozytywną postawę, spójną z celami strategicznymi przedsiębiorstwa. Sama wiedza nie wystarczy. Potrzebna jest jeszcze umiejętność jej zastosowania w praktyce i wykorzystania w sytuacjach problemowych.
Niezmiennie kluczowe są kompetencje twarde, takie jak np. obsługa i programowanie nowoczesnych maszyn, kompetencje sprzedażowe czy cyfrowe, jak również umiejętności stricte związane z produkcją. W obliczu wysokich kosztów surowców i energii kluczowe do przetrwania są także umiejętności ograniczania strat materiałowych i czasowych.
W firmie, którą ja reprezentuję, czyli średniej firmie produkcyjnej – kluczowymi umiejętnościami są nade wszystko elastyczność i wielozadaniowość. Pracownik, który rozumie cały proces technologiczny, a nie tylko swój wycinek pracy, jest w dzisiejszych realiach cenniejszy niż specjalista od jednej operacji.
Branża zawsze sygnalizowała niedobór wykwalifikowanych pracowników. W ostatnich 4 latach redukcje dotknęły blisko 30 tys. etatów. Na rynku pojawiło się zatem – w pewnym uproszczeniu – 30 tys. ludzi „do wzięcia”. A zapewne nawet więcej, bo część zwolnionych pracowała na mniej niż cały etat. Czy uprawniona jest zatem teza, że oznacza to koniec problemów z nowymi pracownikami, skoro jest tyle dostępnych „starych”?
Teza, jakoby zwolnienia rozwiązały problem niedoboru jest błędna. Wynika ona z tzw. niedopasowania strukturalnego. Osoby zwalniane w procesach restrukturyzacyjnych często reprezentują umiejętności, które stają się w branży mniej potrzebne (prace manualne, rutynowe) i/lub są możliwe do zastąpienia przez automatyzację. W sytuacji wysokich kosztów pracy, i kolejnych zapowiedzi podwyżki płacy minimalnej, wiele firm meblowych redukuje zatrudnienie zwalniając pracowników o najniższym wskaźniku wydajności.
Z kolei potrzeby firm koncentrują się na kadrze o wysokich, nowoczesnych kwalifikacjach technicznych. Tymczasem niski poziom rentowności branży wpływa na niemożność zaspokojenia oczekiwań placowych pracowników. Dlatego drugim, zupełnie odmiennym trendem jest „odpływ mózgów”. Najlepsi pracownicy, mający pożądane kompetencje, pierwsi znajdują zatrudnienie w innych, lepiej wynagradzanych branżach, zostawiając firmy z luką kompetencyjną, której nie da się zasypać osobami z rynku pracy bez odpowiedniego przeszkolenia.
Większe/mniejsze problemy branży trwają już 4 lata. Odbicia jak nie było, tak nie ma i chyba nic nie wskazuje, by w najbliższej przyszłości sytuacja uległa zmianie. Pytanie zatem: co dalej, jeśli taka sytuacja potrwa jeszcze rok czy dwa? Kolejne redukcje zatrudnienia? Upadłości firm? Czy może jeszcze coś innego?
Niewątpliwie branża przechodzi najtrudniejszy okres w swojej historii po 1989 roku. Wahania koniunktury zdarzały się wcześniej, ale nigdy nie trwały aż tak długo. Oczekiwane odbicie nie nadchodzi i trudno szacować, czy i kiedy nastąpi poprawa. Na horyzoncie nie ma żadnych przesłanek zewnętrznych, które mogłyby dawać nadzieję, że zostaną wprowadzone instrumenty wsparcia dla sektora meblarskiego.
Jedyną nadzieją są wewnętrzne zmiany w przedsiębiorstwach. Dalsza stagnacja wymusi na branży radykalną transformację. Możemy spodziewać się kilku zjawisk.
Będzie postępowała dalsza konsolidacja rynku. Słabsi gracze, nieposiadający nowoczesnego parku maszynowego i wysokiej wydajności, będą zmuszeni do zakończenia działalności lub zostaną przejęci przez większe, bardziej stabilne podmioty.
Firmy, które przetrwają, nie będą już w stanie konkurować niską ceną pracy (bo ta w Polsce systematycznie rośnie), lecz wydajnością, elastycznością, jakością obsługi klienta. Jeśli sytuacja się utrzyma, przedsiębiorstwa będą musiały inwestować w automatyzację nawet kosztem zadłużenia, aby uniezależnić się od deficytu pracowników i wysokich kosztów pracy.
Najważniejszą jednak konsekwencją będzie zmiana modelu biznesowego, poszukanie swojej własnej specjalizacji i niszy na rynku oraz zdefiniowanie rzeczywistych przewag konkurencyjnych. Nadal będzie następowała selektywna eliminacja firm, które nie dostosowały swojego modelu operacyjnego i kadrowego do nowej rzeczywistości ekonomicznej. Podejrzewam, że branża meblowa mocno się skurczy w Polsce, jeszcze wiele podmiotów wypadnie z obiegu, natomiast firmy, które przetrwają ten trudny czas, powinny wyjść z niego silniejsze i lepiej zorganizowane.
Otwartym pozostaje jednak pytanie, ilu właścicieli firm zachowa resztki zapału w walce o przetrwanie swoich przedsiębiorstw?
Dziękuję za rozmowę.
ROZMAWIAŁ: Marek Hryniewicki
Wywiad ukazał się w miesięczniku BIZNES MEBLE, nr 8/2026.
