Branża

Mimo kryzysu branża meblarska potrzebuje nowych pracowników

Krzysztof Zimny, zastępca Dyrektora Generalnego w Fabryce Mebli Benix, członek Rady Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli. Fot. Tomasz Markowski.

Mimo kryzysu branża meblarska potrzebuje nowych pracowników

Krzysztof Zimny, zastępca dyrektora generalnego w Fabryce Mebli Benix Kaczorowscy, o nadprodukcji regulacji unijnych i kompetencjach pracowników, których poszukuje branża.

Czy w obecnej sytuacji (recesja na kluczowych rynkach, redukcje zatrudnienia) branża meblarska w Polsce potrzebuje nowych pracowników? Dlaczego?

Zanim odpowiem na pytania, chciałbym określić warunek dla którego moje odpowiedzi będę miały jakikolwiek sens. Jest to sytuacja związana z ekspansją Państwa Środka oraz sytuacją geopolityczną, która stawia na zbrojenia, a nie na pokojowy rozwój cywilizacyjny; a dodatkowo „nadprodukcja” przepisów regulacyjnych, ze strony UE (EUDR, PPWR, NIS 2, paszport produktu, etc. etc.), które zamiast chronić europejską gospodarkę, jeszcze bardziej ją spowalniają (vide: Raport Draghiego).

Mam nadzieję, że „czarne chmury” nad branżą meblarską, pomimo wyżej wskazanych ryzyk, jednak się rozejdą, inaczej moje odpowiedzi na pytania będą miały charakter czasu przeszłego…

Tak, polska branża meblarska, paradoksalnie, nadal potrzebuje nowych pracowników, mimo trwającego kryzysu i redukcji etatów. Bardzo szczegółowo wskazuje na to raport przygotowany w ramach zadania analitycznego, przez Zespół Branżowego Centrum Umiejętności w Rożanymstoku. Poniżej wskażę na – moim zdaniem – najważniejsze powody:

  • Transformacja technologiczna. Tradycyjne, proste prace fizyczne są zamieniane na rzecz automatyzacji i robotyzacji. Firmy są zmuszone do drastycznych cięć kosztów stałych, związanych z zatrudnieniem pracowników, ale jednocześnie rozpaczliwie szukają specjalistów zdolnych do obsługi zaawansowanych maszyn CNC, systemów CAD/CAM oraz automatycznych linii produkcyjnych.
  • Luka pokoleniowa. Istnieje głęboki deficyt młodych ludzi z wykształceniem kierunkowym (stolarz, technolog drewna). Starsza kadra przechodzi na emeryturę, a system kształcenia zawodowego przez lata nie nadążał za potrzebami rynku.
  • Zmiana struktury zamówień. Zamiast masowej produkcji seryjnej, która ucieka do tańszych krajów azjatyckich, polskie firmy coraz częściej konkurują elastycznością, personalizacją i krótkimi seriami. To wymaga pracowników o znacznie wyższych kwalifikacjach niż kiedyś.

Jakie kompetencje i umiejętności są szczególnie poszukiwane?

Obecnie poszukiwane są przede wszystkim kompetencje techniczne (twarde) połączone ze zdolnościami analitycznymi. Profil idealnego pracownika przesunął się z „rzemieślnika manualnego” w stronę „operatora-technologa”:

  • Obsługa i programowanie maszyn sterowanych numerycznie (CNC): absolutny priorytet na liniach produkcyjnych.
  • Projektowanie techniczne i cyfrowe. Znajomość oprogramowania CAD/CAM, programów do wizualizacji oraz systemów zarządzania produkcją (ERP).
  • Optymalizacja procesów (Lean Manufacturing). Umiejętność redukcji strat materiałowych i optymalizacji czasu pracy w realiach wysokich cen energii i surowców.
  • Utrzymanie ruchu i mechatronika. Specjaliści od serwisowania skomplikowanych, zrobotyzowanych linii produkcyjnych.
  • Zielone kompetencje. Znajomość cyklu życia produktu (LCA), zasad gospodarki obiegu zamkniętego (GOZ) oraz unijnych wymogów dotyczących certyfikacji drewna (np. FSC, PEFC).

Zmiany pokoleniowe doprowadziły również do pewnych „zmian charakterologicznych” oraz oczekiwań młodych ludzi co do atmosfery w pracy, relacji między pracowniczych, dlatego konieczna jest kompetencja kierownicza, która wyzwoli potencjał w tych pracownikach, niekoniecznie w sposób, który był akceptowany przez poprzednie pokolenia.

Branża zawsze sygnalizowała niedobór wykwalifikowanych pracowników. W ostatnich 4 latach redukcje dotknęły blisko 30 tys. etatów. Na rynku pojawiło się zatem – w pewnym uproszczeniu – 30 tys. ludzi „do wzięcia”. A zapewne nawet więcej, bo część zwolnionych pracowała na mniej niż cały etat. Czy uprawniona jest zatem teza, że oznacza to koniec problemów z nowymi pracownikami, skoro jest tyle dostępnych „starych”?

Niestety nie. Teza, że zwolnienia 30 tys. osób kończą problem z rekrutacją, jest błędna z kilku powodów:

  • Niedopasowanie strukturalne (struktura stanowisk). Większość redukcji etatów dotyczyła pracowników niewykwalifikowanych, pomocniczych oraz osób wykonujących proste, powtarzalne czynności manualne, które zastąpiono maszynami. Branża nie poszukuje z powrotem tych samych profili pracowniczych.
  • „Drenaż mózgów” do innych branż. Wykwalifikowani pracownicy (np. automatycy, świetni stolarze, logistycy), którzy stracili pracę w meblarstwie, bardzo szybko znaleźli zatrudnienie w innych, stabilniejszych sektorach (np. budownictwo wykończeniowe, automotive, logistyka magazynowa). Ci ludzie bezpowrotnie opuścili rynek meblarski.
  • Geografia rynku pracy. Zwolnienia często miały charakter lokalny (zamknięcie lub zmniejszenie fabryki w konkretnym regionie). Specjalista poszukiwany na Podlasiu niekoniecznie jest dostępny wśród osób zwolnionych w Wielkopolsce czy województwie warmińsko-mazurskim i odwrotnie. To wciąż w sposób szczególny widoczne jest w moim rejonie (powiat kępiński, gdzie koncentruje się ok. 10% produkcji meblarskiej w Polsce).

Większe/mniejsze problemy branży trwają już 4 lata. Odbicia jak nie było, tak nie ma i chyba nic nie wskazuje, by w najbliższej przyszłości sytuacja uległa zmianie. Pytanie zatem: co dalej, jeśli taka sytuacja potrwa jeszcze rok czy dwa? Kolejne redukcje zatrudnienia? Upadłości firm? Czy może jeszcze coś innego?

Jeśli stagnacja potrwa kolejny rok lub dwa, moim zdaniem branża przejdzie głęboką, bolesną konsolidację. Scenariusz na najbliższą przyszłość obejmuje trzy główne zjawiska:

  • Fala upadłości mniejszych firm (brak kapitału na przetrwanie);
  • Przejęcia i fuzje (duże podmioty wykupują osłabionych konkurentów);
  • Zmiana modelu biznesowego (odwrót od masowości na rzecz marek własnych).

Pojawią się zjawiska, które będzie można podzielić na trzy obszary:

  • Polaryzacja i upadłości. Najmniejsze firmy oraz podwykonawcy realizujący niskomarżową produkcję masową masowo znikną z rynku z powodu braku poduszki finansowej. Przetrwają rynkowi giganci z silnym kapitałem oraz elastyczne, średnie firmy stawiające na unikalny design.
  • Koniec ery taniej siły roboczej jako przewagi. Polska definitywnie przestanie konkurować na rynkach zachodnich niską ceną roboczogodziny. Firmy, które nie zainwestowały w automatyzację, stracą rację bytu.
  • Wymuszone fuzje i przejęcia (konsolidacja). Silniejsze podmioty zaczną przejmować mniejsze, wyspecjalizowane fabryki, przejmując ich parki maszynowe i nielicznych, wykwalifikowanych pracowników. Zamiast rozproszonego rynku, polskie meblarstwo skupi się wokół kilku, kilkunastu potężnych grup kapitałowych.

Dlatego, aby nie powtarzać znanego cytatu, za Chochołem z „Wesela” Wyspiańskiego, w ramach OIGPM, podejmujemy działania, aby obecni decydenci w Polsce, ale również na poziomie EU, nie zmarnowali tej „dziejowej chwili”, kiedy Polskie Meblarstwo coś znaczyło w świecie. Szkoda, że ciągle w jest nas w Izbie tak mało, aby ten głos był wystarczająco donośny.

Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁ: Marek Hryniewicki

Wywiad ukazał się w miesięczniku BIZNES MEBLE, nr 8/2026.