„Mamy ciężkie czasy”. To jeszcze fakt czy już Twoja wymówka?
22 maja, 2026 2026-05-22 2:06„Mamy ciężkie czasy”. To jeszcze fakt czy już Twoja wymówka?

„Mamy ciężkie czasy”. To jeszcze fakt czy już Twoja wymówka?
Gdy wchodzę na sale szkoleniowe, jedno zdanie dźwięczy na każdej z nich: Wie Pani, jakie mamy teraz czasy. I choć zgadzam się z tym, że rynek potrafi być nieprzewidywalny, zauważyłam pewien dający do myślenia trend.
Otóż niełatwe czasy w wielu przedsiębiorstwach stały się uniwersalną wymówką zwalniającą z odpowiedzialności za zastoje, spadki i brak pomysłów. Dlaczego przerzucanie odpowiedzialności na czynniki zewnętrzne to najszybsza droga do utraty sprawczości i jak nie stać się zakładnikiem gospodarki?
Spędzam setki godzin rocznie na prowadzeniu szkoleń oraz sesji indywidualnych. Mam styczność z wieloma osobami: piję kawę z zarządami, wysłuchuję menedżerów i rozmawiam z pracownikami na innych szczeblach. I niezależnie od tego, czy wchodzę do nowoczesnej korporacji, czy tradycyjnej firmy produkcyjnej, tylko czekam, aż z czyichś ust padnie: Mamy teraz niepewne czasy, na rynku są zawirowania, klienci wstrzymują budżety, to nie nasza wina. Czekam… i z reguły się nie zawodzę.
To, że prowadzenie biznesu przy niesprzyjających warunkach bywa ogromnym wyzwaniem, jest prawdą. Jednakże jako przewodnik po nowoczesnym przywództwie, który na co dzień zajmuje się również psychologią biznesu, zauważam w tych wypowiedziach coś jeszcze. Sformułowania tego typu stały się wygodnym pudełkiem. Bez wyrzutów sumienia można do niego odłożyć wszystkie niezrealizowane cele, opóźnione projekty czy nietrafione decyzje.
Słowo „kryzys” to obecnie darmowy bilet zwalniający z brania na siebie odpowiedzialności. O wiele łatwiej jest nam powiedzieć: Rynek zwariował, a klienci sami nie wiedzą, czego chcą, niż przyznać, że jest sporo rzeczy, które moglibyśmy ulepszyć. A stąd już tylko krok do tego, aby wejść w rolę ofiary we własnym biznesie.
Świat ciągle się zmienia, a co z naszym zachowaniem?
Jak wiele osób, zaczynałam w biznesie od totalnego zera. Swoją pierwszą pracę jako recepcjonistka mimo braku doświadczenia dostałam dzięki znajomości języka niemieckiego. To był moment transformacji ustroju, gdy w Polsce przechodziliśmy z komunizmu do kapitalizmu. Niejednokrotnie było tak, że brakowało dosłownie wszystkiego, od sprawdzonych procedur po towar w magazynach. Mimo to trzeba było zakasać przysłowiowe rękawy i radzić sobie z tym, co mieliśmy pod ręką. Od tamtej pory minęło sporo czasu i przeprowadziłam firmy przez wiele kryzysowych momentów, łącznie z globalną pandemią. I wiecie co? Z każdego z nich ostatecznie wychodziliśmy cało.
W ciągu tych wielu lat nauczyłam się bardzo ludzkiej (oraz bardzo prostej) prawdy: powód do narzekania znajdzie się zawsze. Za to mało kto pamięta, że zawsze można również znaleźć wśród naszej codzienności coś dobrego. Byłam świadkiem sytuacji, w których firmy załamywały ręce z powodu spadków sprzedaży. Później rwały włosy z głowy, gdy sprzedaż rosła, bo nie wyrabiały z produkcją. Jak to się mówi: I tak źle, i tak niedobrze. Jeśli jako liderzy będziemy zafiksowani na zewnętrznych czynnikach i stracimy wiarę w naszą sprawczość, nie mamy najmniejszych szans na sukces. W żadnych, nawet najspokojniejszych czasach.
„To nie ja” – korporacyjny łańcuszek
Comiesięczne spotkania podsumowujące. Znacie temat? Gdy pracowałam w dużej korporacji, moim obowiązkiem było w nich uczestniczyć. Oczekiwania jednak minęły się z rzeczywistością. Zamiast motywować i inspirować, spotkania niemalże za każdym razem zamieniały się w swoisty festiwal szukania winnych. Zaczynało się od jednej wypowiedzi. Ktoś mówił, że nie dotrzymał terminu, ponieważ ten a ten dział nie dostarczył czegoś na czas. Wtedy przedstawiciel wspomnianego działu wstawał i zrzucał winę na następny. Tak tworzył się biznesowy łańcuszek wymówek.
Kiedy odchodziłam z firmy, w trakcie jednej z moich ostatnich rozmów z zarządem poprosiłam o z pozoru absurdalną rzecz: by na kolejnym spotkaniu każdy mówił tylko o rzeczach pozytywnych, czyli o tym, co w firmie świetnie działa i co zrobiliśmy. To było ciekawe doświadczenie. Zauważyłam, że ludzie uczestniczący w tym zebraniu czuli się z początku niekomfortowo, tak byli przyzwyczajeni do wytykania innych palcem.
A gdyby tak to… odwrócić?
Doskonale pamiętam chwilę, kiedy – pracując jeszcze we wspomnianej sporej korporacji i mając pod sobą własny dział – postanowiłam wyłamać się z tego schematu narzekania. Wprowadziłam wówczas zasadę, która obowiązywała na naszych cotygodniowych zebraniach. Każdy członek zespołu miał za zadanie wymienić najpierw trzy swoje sukcesy, później zaś wspomnieć o jednej rzeczy, która pozostała mu do zrobienia. Z pozoru banalne, prawda?
Okazało się, że początkowo ludziom, którzy byli zdolni i wykształceni, znalezienie tych trzech pozytywów przychodziło z ogromnym trudem. Byli tak mocno zakorzenieni w kulturze wytykania błędów, gaszenia biznesowych „pożarów” i tłumaczenia się z niedociągnięć, że zmiana tego sposobu myślenia wymagała od nich ogromnego wysiłku. Jednakże, gdy takich spotkań mieli za sobą coraz więcej, zaczęło się dziać coś, co było fascynujące: mój zespół zaczynał odzyskiwać wiarę w swoje możliwości.

Nie sposób nie wymienić tu jednej z najważniejszych zasad ludzkiej psychologii: tam, gdzie podąża nasza uwaga, tam płyną nasza energia, czas oraz życiowe siły. Jeśli od rana do wieczora skupiamy się wyłącznie na naszych brakach, to właśnie one wówczas rosną w siłę. Taki sam mechanizm obowiązuje w sytuacji skupiania się na zewnętrznych, negatywnych czynnikach, nad którymi nie mamy kontroli. Warto o tym pamiętać za każdym razem, gdy mamy ochotę zrzucić winę na te przysłowiowe „trudne czasy”.
Nie inwestuj swojej uwagi w to, co może pójść nie tak czy globalne zawirowania. Zamiast tego zacznij kierować tę samą energię w stronę tego, co działa! W biznesie odnoszą sukcesy przede wszystkim ci, którzy potrafią mądrze zarządzać tym, w co inwestują swoje zasoby, nie zaś ci, którzy jakimś cudem nie napotykają wyzwań na swojej drodze (ponieważ takie osoby nie istnieją).
Przeprogramuj swoje myślenie
Przejście z trybu „szukania zagrożeń” na tryb „dostrzegania szans” dotyczy nie tylko zespołu. Kluczowe jest to, by każdy lider najpierw odrobił tę pracę domową we własnej głowie. Zostało udowodnione, że ludzki mózg z natury cierpi na tzw. inklinację negatywną (negativity bias). To mechanizm poznawczy, w którym nasze umysły skupiają się przede wszystkim na złych doświadczeniach oraz przeżyciach, ignorując te neutralne i pozytywne. Proces ten ma podłoże ewolucyjne i kiedyś pomagał nam przetrwać. W obecnych czasach sprawia, że się zapętlamy.
Na szczęście jest na to sposób! Badania profesor Teresy Amabile z Harvardu odkryły zjawisko nazywane „Zasadą Postępu” (The Progress Principle). Na czym ona polega? Okazało się, że nic tak nie napędza naszej wewnętrznej motywacji, kreatywności i pozytywnych emocji w pracy, jak poczucie robienia postępów, do którego prowadzi odnotowywanie małych, codziennych zwycięstw.
Mimo trudności, wciąż dajemy sobie radę
Z tego powodu zawsze gorąco zachęcam swoich klientów do wprowadzenia w życie niepozornego nawyku, który jest w stanie zapoczątkować prawdziwą rewolucję: wypisywania na koniec każdego dnia pięciu swoich sukcesów – i nie mam tu na myśli wielkich kontraktów czy milionowych zysków. Sukcesem może być wymagająca rozmowa, której nie odłożyliśmy na później, uporanie się z ważnym zadaniem czy choćby to, że pośród biznesowego chaosu znaleźliśmy czas na zdrowy posiłek. To drobne ćwiczenie pozwala na niemalże natychmiastowe odzyskanie poczucia kontroli oraz sprawczości, zarówno w biznesie, jak i życiu osobistym.
Przyglądając się swoim zapiskom, nagle dochodzimy do wniosku, że mimo tych wszystkich zewnętrznych trudności, my wciąż dajemy sobie radę i możemy sprawnie działać. Z każdym kolejnym sukcesem budujemy pewność siebie, stając się liderami, którzy znają swoją wartość. Bezkompromisowe skupianie się na pozytywach to fundament rozwoju, który pozwala nam ruszyć do przodu z poczuciem siły i wiary w siebie, a nie z lękiem. Wtedy żadne wymówki nie są nam już potrzebne!
Kryzysy i zawirowania nigdzie się nie wybierają, za to Ty możesz wybrać, by nie robić z nich swojego uniwersalnego alibi. Chwyć długopis w dłoń i spisz dzisiaj pięć rzeczy, z ogarnięcia których jesteś dumny. To będzie Twój pierwszy krok do budowania nie tylko swojego poczucia własnej wartości, ale i świetnie działającej firmy.
TEKST: Anna Gąsiorowska
Artykuł ukazał się w miesięczniku BIZNES MEBLE, nr 5/2026.