Rozdroże
17 września, 2026 2026-09-17 11:24Rozdroże
Alicja pyta Kota z Cheshire, którą drogą ma pójść. Dokąd chcesz dojść? – pyta Kot. Nie wiem – odpowiada Alicja. W takim razie nie ma znaczenia, którą drogę wybierzesz – kwituje Kot.
Ten dialog przywołał podczas warsztatu przed pierwszymi targami High Point Jeff Holmes i nie mogę się od niego uwolnić. Bo mam wrażenie, że cała branża meblarska łącznie z B+R Studio stoi dziś dokładnie na tym samym rozstaju co Alicja. Tyle że u nas nie ma uśmiechniętego kota, tylko kurczący się portfel zamówień, malejąca rentowność i pensje, które rosną szybciej niż spada liczba etatów.
Narzekać najłatwiej
Ograniczenia w gospodarce leśnej, ceny surowca, które nie chcą spadać nawet przy dekoniunkturze, import zalewający rynek – wszystko to prawda i wszystko to boli. Tylko że narzekanie nie jest strategią. Jest tylko hałasem zagłuszającym pytanie, które naprawdę powinniśmy sobie zadać: dokąd właściwie chcemy dopłynąć?
Bo dawne odpowiedzi już nie działają. Kiedyś cel był prosty: większa i szybsza fabryka. Dziś to zdanie brzmi jak instrukcja obsługi urządzenia, które przestało być produkowane. Tniemy zatrudnienie, tracimy rynki, a mimo to wciąż wielu z nas płynie z prądem, licząc, że kierunek jakoś sam się wyklaruje.
I tu przychodzi mi na myśl druga metafora – morska. Małe firmy przypominają dziś surferów: rozglądają się za falą, która poniesie je choć trochę dalej. Nie potrzebują mapy, potrzebują refleksu i dobrego wyczucia momentu. Średnie firmy to już nie surferzy, tylko załogi jachtów, które muszą znać akwen, mielizny, prognozę pogody, umieć poprowadzić trasę mimo zmiennych warunków. A największe? Te płyną jak transatlantyki. Nie unikają sztormu, bo nie mogą. Muszą trzymać kurs wyznaczony na starcie rejsu, niezależnie od tego, co dzieje się na horyzoncie.
Pytanie brzmi: czy każdy z nas wie, jakim jest dziś statkiem? I co ważniejsze – czy zna swój cel?
Szczerze mówiąc, patrząc na to, co robimy w B+R Studio w tym roku, sam łapię się na tym, że bliżej mi dziś do surfera niż kapitana jachtu, nie mówiąc już o kapitanie transatlantyku. Cztery nowe raporty – Polskie Meble Outlook, świeżo upieczony Polskie Drewno Outlook, Rynek mebli kuchennych (segment, który mimo naporu importu trzyma się zaskakująco mocno) i Dystrybucja mebli we Francji (czy ktoś jeszcze nie eksportuje do Francji?). Do tego edukacja i wdrażanie robotyzacji z BCU, projekty w USA, Indiach i Turcji, analiza wdrożeń AI w procesach decyzyjnych firm.
Każda z tych fal wygląda kusząco
Każda niesie kawałek dalej. Ale czy suma dobrych fal składa się na kurs? Czy dywersyfikacja to strategia, czy tylko elegancka nazwa dla braku decyzji?
Jest w tym frajda, nie ukrywam. Surfowanie jest przyjemniejsze niż żmudne kreślenie trasy przez sztaby nawigacyjne. Tylko że surfer, w przeciwieństwie do kapitana, nigdy nie dopływa do konkretnego celu. On po prostu zostaje na wodzie tak długo, jak długo starczy mu sił i fal.
Bo cel to nie hasło wywieszone w gabinecie zarządu, tylko decyzja, która zmienia codzienne wybory. To firma, która świadomie rezygnuje z połowy klientów, żeby skupić się na niszy, gdzie nikt jej nie podetnie ceną. To zakład, który zamiast czekać na tańsze drewno, przestawia produkcję na tworzywa, które ma pod ręką. To eksporter, który zamiast rozpaczliwie szukać kolejnego rynku na wyrost, wybiera jeden i buduje na nim relację na lata. Trochę jak w małżeństwie w starym stylu: docierają się i dogadują, zamiast się rozwodzić i szukać kolejnego. Konkretny cel boli bardziej niż jego brak, bo trzeba coś odrzucić, żeby coś wybrać. Ale bez niego każda decyzja o inwestycji, zatrudnieniu czy cenie jest tylko rzutem monetą.
Może więc czas, żeby zarówno branża, jak i my sami, zamiast szukać kolejnej fali, usiedli wreszcie z mapą i odpowiedzieli sobie na pytanie Kota z Cheshire. Bo jeśli go zignorujemy, on i tak nas dogoni. Zwykle w najgorszym możliwym momencie, kiedy paliwo się kończy, a horyzont wciąż jest pusty.
TEKST: Tomasz Wiktorski
Felieton ukazał się w miesięczniku BIZNES MEBLE, nr 9/2026.
