Róbmy swoje i bądźmy dumni z pozycji Polskiego Meblarstwa
14 kwietnia, 2026 2026-04-13 0:48Róbmy swoje i bądźmy dumni z pozycji Polskiego Meblarstwa

Róbmy swoje i bądźmy dumni z pozycji Polskiego Meblarstwa
Krzysztof Zimny, zastępca Dyrektora Generalnego w Fabryce Mebli Benix, członek Rady Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, o wyzwaniach stojących przed edukacją zawodową, meblarstwie w powiecie kępińskim, a także aktualnej sytuacji w branży.
Byłeś niedawno na otwarciu Branżowego Centrum Umiejętności w Różanymstoku. Wziąłeś udział w panelu zatytułowanym „Kompetencje przyszłości w przemyśle meblarskim – edukacja wobec wyzwań nowej gospodarki”. Czy mam rozumieć, że edukacja zawodowa i to wszystko, co jest z nią związane, to Twoja zawodowa pasja?
Ja to raczej nazywam swoim „nemezis”. W liceum mieliśmy bardzo sympatycznego nauczyciela, który zresztą uwielbiał żarty; ale gdy zanadto rozrabialiśmy, to zawsze mawiał: „obyście gówniarze cudze dzieci uczyli”. I to wraca do mnie przez całe moje zawodowe życie. Bardzo często zdarza mi się odpowiadać za innych ludzi, także za młodzież. Kiedyś podjąłem wezwanie w postaci studiów doktoranckich w Warszawie z zakresu pedagogiki specjalnej. Nie skończyłem, ale jako ciekawostkę powiem, że miałem na roku koleżankę, która ukończyła 80 lat…
?
Tak jest – 80 lat. I obroniła dysertację. A zatem ja mam jeszcze trochę czasu. Natomiast już tak zupełnie poważnie, otóż od zawsze uważałem, że to, co włożymy w pracę z młodzieżą, zaprocentuje w przyszłości. I tak, już od lat m. in. zajmuję się organizacją nauki zawodu dla młodych ludzi, a także pomagam przygotowywać ich do wejścia w dorosłość, z bagażem umiejętności i doświadczeń, które pozwolą im być wartościowymi Ludźmi; w naszym przypadku zwłaszcza Pracownikami.
Co Twoim zdaniem jest dzisiaj największym problemem dla branży meblarskiej? Demografia, czyli fakt, że (patrząc przyszłościowo) na rynku pracy będzie coraz mniej potencjalnych pracowników? Czy może aktualny poziom kształcenia zawodowego?
Moim zdaniem: i jedno, i drugie. Tak w ogóle, to problem jest bardzo złożony i wielowątkowy. Niż demograficzny postawi polską gospodarkę przed ogromnymi wyzwaniami. On już przynosi wiele wyzwań. To widać po szkołach, po liczbie uczniów. Słyszałem np. o gminie w pobliżu Kępna, w której w ubiegłym roku urodziło się dwoje dzieci. To prawdziwy dramat jeżeli chodzi choćby o potrzeby powiatu kępińskiego. Uczniów jest coraz mniej, co dla pracodawców skutkuje mniejszym wyborem w poszukiwaniu najbardziej kompetentnych dla danej dziedziny przyszłych fachowców. A przecież chcemy, aby polski przemysł – nie tylko meblarski, ale też każdy inny – cały czas się rozwijał.
Podobnie jest na wyższych uczelniach. Jeżeli na uniwersytecie, na kierunku Meblarstwo, kształci się zaledwie 14 studentów, to jest dla naszej branży prawdziwy dramat. Nie wiem zresztą, czy – z ekonomicznego punktu widzenia – władzom uczelni będzie opłacało się utrzymywanie takiego kierunku. A z drugiej strony jest ogromne zapotrzebowanie naszej branży na fachowców, wizjonerów, designerów, etc.
W ciągu ostatnich 4 lat z branży zniknęło kilkanaście tysięcy etatów. Zapytam zatem trochę przewrotnie: dlaczego branża żali się na brak nowych pracowników, skoro redukuje zatrudnienie? Jest w tym przecież sprzeczność…
Z jednej strony – oczywiście, masz rację, z drugiej – ten problem znowu jest dość złożony. Redukcja objęła przede wszystkim osoby o niższych kwalifikacjach i tych pracowników zastępujemy nowoczesnymi maszynami CNC oraz robotami. Natomiast cały czas brakuje „monterów stelaży”, czy choćby doświadczonych „rzemieślników-tapicerów”. Ponadto potrzebujemy zawodów, na które kiedyś w ogóle nie było zapotrzebowania w branży meblarskiej: „robotyków”, czy „mechatroników”.
Czyli mówiąc o nowych pracowników, mamy na myśli tak naprawdę to, że potrzebujemy innych kompetencji?
Ja bym raczej powiedział, że potrzeba fachowców, a z tymi jest rzeczywiście trudno. Wracając jeszcze do Twojego wcześniejszego pytania o poziom kształcenia… To jest ogromne wyzwanie, aby ci, którzy trafiają na rynek nie były tylko „osobami do przyuczenia”, ale gotowymi od razu „wejść” w meblarstwo.
Wrócę jeszcze do otwarcia Branżowego Centrum Umiejętności w Różanymstoku i panelu, w którym wziąłeś udział. Powiedziałeś m.in., że „Kiedyś na spotkaniu z doradcami wyświetliłem slajd, który mi się nie zmieścił. Osiemdziesiąt siedem różnych zawodów – tyle potrzebujemy w naszej firmie. W oczach doradców widziałem zdziwienie, że potrzebujemy kierowców, potrzebujemy zaopatrzeniowców, potrzebujemy magazynierów, potrzebujemy logistyków.” No właśnie: Benix jako producent mebli potrzebuje nie tylko tapicerów, szwaczek czy stolarzy. Tymczasem dyskusja toczyła się wokół zawodów stricte meblarskich. Czy to oznacza, że z wymienionymi przez Ciebie zawodami – kierowcami, zaopatrzeniowcami, magazynierami czy logistykami – nie ma takich problemów?
Problemy, oczywiście są, ale mówimy o pewnej piramidzie potrzeb. Główna księgowa może być tylko jedna. Księgowych może być kilka. Natomiast stolarzy i tapicerów musi być dużo, dużo więcej. Jeżeli chodzi o fachowców w zawodach, które wymieniłeś, to cały czas ich potrzebujemy. Spójrzmy choćby na kierowców. Przecież oni pracują nie tylko w branży meblarskiej. Transport dotyczy każdej z branż i tam też jest cały czas deficyt dobrych, sprawdzonych, pewnych kierowców.
Natomiast ten mój „zabieg”, o którym wspomniałeś – trochę zabieg socjotechniczny – potrzebny był mi po to, aby na spotkaniu z doradcami zawodowymi, nieco odczarować branżę; i aby skończyło się takie powiedzenie, które kiedyś krążyło po powiecie: jak się nie będziesz uczył, to pójdziesz do „stolorza”. Świat się zmienia bardzo dynamicznie, zmienia się otoczenie biznesu i to wszystko w naturalny sposób generuje zapotrzebowanie na nowe zawody. Liczba, którą podałem „zszokowała” nie tylko Ciebie, ale ja też byłem „zszokowany”, gdy analizowałem nasze potrzeby. Myślałem, że tych zawodów jest kilkanaście, no może nieco więcej, ale nie prawie sto!
Kończąc wątek panelu w Różanymstoku, pozwolę sobie przytoczyć jeszcze jedną Twoją wypowiedź: „Z perspektywy firmy tapicerskiej ciągle jeszcze będą potrzebni rzemieślnicy, którzy mają fach w rękach. Chyba jeszcze nie wyobrażam sobie sytuacji, że mebel tapicerowany w pełni zrobi robot.” No właśnie: to właściwie chcemy, czy nie chcemy, aby meble – także tapicerowane – robiły nam roboty? Może robotyzacja fabryki, w jakiejś perspektywie czasowej, okaże się lepszą inwestycją niż edukowanie setek pracowników?
Ten proces się dzieje tu i teraz. Przykładowo w naszej firmie część powtarzalnych prac, jak skrzynie do pościeli czy ramki, robią już roboty. Te, bardzo symetryczne i powtarzalne, rzeczy są w stanie zrobić maszyny. Natomiast tam, gdzie potrzeba trochę „artyzmu”, to jednak ten fach w ręku tapicera, ten „artyzm” muszą pozostać. W meblach twardych robotyzacja jest nieporównywalnie łatwiejsza, natomiast w przypadku mebli miękkich jest ciągle ogromne pole do popisu dla tapicerów. I chyba ze względu na ten „artyzm” mam nadzieję, że nie dożyję czasów, gdy meble miękkie będą robiły wyłącznie roboty.
Benix ma siedzibę w powiecie kępińskim. Przypomnę tylko, że w Polsce jest 314 powiatów i 66 miast na prawach powiatu. Oznacza to, że powiat kępiński stanowi zaledwie 0,25% wszystkim powiatów w naszym kraju. Natomiast przychody firm mających siedzibę w powiecie kępińskim to ponad 8% przychodów wszystkich firm produkujących meble. Skąd wziął się ten meblarski fenomen Kępna i okolic? Rozumiem, że pobliski Wieruszów i fabryka płyty nie tłumaczą wszystkiego?
Nie, wszystkiego na pewno nie. Moim zdaniem, problem był dużo bardziej złożony, i nadaje się na temat dysertacji na którejś z uczelni, albo ciekawą monografię. Wynikał z wielu uwarunkowań dotyczących powiatu kępińskiego, które pojawiły się we właściwym miejscu i we właściwym czasie.
Na pewno jednym z nich, jest fakt, iż powiat kępiński jest tak położony na mapie Polski, że do Poznania ma 180 kilometrów, do Wrocławia – 90, do Łodzi – 120, do Katowic – też 120, czyli ma wszędzie daleko. Można powiedzieć, że do Wrocławia ma niedaleko, ale Wrocław to już inne województwo. Powiat kępiński to koniec, a raczej początek województwa wielkopolskiego; a taka lokalizacja powoduje, że „musi radzić sobie sam”, a właściwie, żaden duży ośrodek miejski/przemysłowy nie ma bezpośredniego oddziaływania na region kępiński. To z jednej strony słabość, np. odległość od ośrodków naukowych, w tym wypadku jednak okazała się przewagą, bo wymusiła samodzielność.
Jeżeli ktoś zapyta, czy historycznie powiat kępiński miał tradycje meblarskie, to powiem, że nie. To nie Swarzędz, to nie Kalwaria Zebrzydowska, które od zaborów związane były z przemysłem meblarskim. W poprzednim ustroju w Kępnie była filia Jarocińskich Fabryk Mebli, ale tylko filia i wcale nie największa. To właściwie był cały przemysł meblarski w Kępnie, a więc znowu z jednej strony słabość, która jednak dała szansę wielu firmom na rozwój, bo nie było jednego przedsiębiorstwa, które zdominowało by inne.
Dla mnie taką ikoniczną postacią tamtych czasów był Pan Jerzy Stępień właściciel firmy Lignomat, która produkowała m.in. meble. W miejscowości Jankowy, która miała z 700 mieszkańców, był klub III-ligowy, który On sponsorował. A na Puchar Polski przyjechał taki GKS Katowice, ze Śląska przyjechało 21 autokarów z kibicami, GKS przegrał 0:1. To pokazywało, że nawet w trudnych czasach można robić pieniądze i biznes. A więc był wzór do naśladowania.
I to rozbudziło przedsiębiorczość jakiejś części miejscowej ludności?
Moim zdaniem bardzo wielu pracowników, czy brygadzistów pracujących u pana Jerzego podpatrywało, jak się robi biznes. I pod koniec lat 80. w Kępnie i okolicach zaczęły powstawać maleńkie, jednoosobowe firmy. Początki były trudne: gdzieś w piwnicy, w stodole. Jan Rabiega – świętej pamięci, właściciel firmy Mirjan – opowiadał mi, że prowadzili gospodarstwo rolne, w połowie obiektów mieli chlewnię, w której hodowali trzodę chlewną; a w drugiej połowie – już „zbijali” pierwsze meble. Mój Szef na jedną zmianę szedł do pracy, a po pracy wsiadał w Żuka i jechał sprzedawać meble.
Dziś tamte czasy można by wspominać z pewną nutką zażenowania, czy wstydu, ja jednak uważam, że to powód do dumy, taki trochę nasz polski „american dream”, gdzie ciężką pracą i odwagą osiągnięto sukces. Dziś oba przedsiębiorstwa to rozpoznawalne, nowoczesne zakłady zatrudniające setki, czy nawet tysiące pracowników, z lśniącymi biurowcami, nowoczesnym parkiem maszynowym, rozbudowaną flotą transportową. A takich przykładów sam osobiście znam co najmniej kilkanaście…
Bardzo wiele firm powiatu kępińskiego prowadzą bracia, krewni, kuzyni. Oni się zawsze wzajemnie motywowali. Sukces jednego napędzał innych. Pokazywał, że można.
Swoje zrobiła na pewno też fabryka płyt w pobliskim Wieruszowie. Skoro w Polsce nie było nic, natomiast w pobliżu można było kupić płytę, aż się prosiło, aby skorzystać okazji. Ale są również inne regiony Polski, gdzie są ogromne fabryki płyt, a przemysł meblarski nie eksplodował w ten sposób, jak w naszym powiecie, więc na pewno fabryka płyt w Wieruszowie, była czynnikiem ważnym, ale nie jedynym i na pewno nie najważniejszym.
Nie bez znaczenia, była również postawa władz samorządowych, ze śp. Starostą Jerzym Trzmielem na czele, które były otwarte na rozwój przedsiębiorczości. Znamienne były Jego słowa, które często powtarzał: „jak nie umiesz pomóc, to przynajmniej nie przeszkadzaj…”. Jakżeż aktualne są dziś te słowa, kiedy zalewa nas „nadprodukcja” rożnego rodzaju przepisów, nakazów, certyfikatów, zgód czy pozwoleń…
Dzisiaj kępińskie zagłębie meblarskie jest największe w Europie i drugie co do wielkości w świecie. Liderem są Chiny, ale ta ich meblarska wioska jest większa niż pół Polski. Pewnie byśmy i z nimi konkurowali, gdyby nie polityka dumpingowa państwa chińskiego, która „rozwala” zdrową światową gospodarkę.
Sam widzisz Marku, że w rozmowie nad każdym z Twoim pytań moglibyśmy spędzić kilka godzin. Nie wiem tylko, czy ktoś by chciał tyle czasu poświęcić tyle czasu, aby to przeczytać…
To byłoby, przynajmniej dla mnie, bardzo ciekawe wyzwanie, nie wykluczam zatem, że może w przyszłości… A o czytelników bym się nie obawiał: w branży jest mnóstwo ludzi spragnionych wiedzy, także tej już historycznej. Wracając jednak do naszej dzisiejszej rozmowy… Ludność powiatu kępińskiego to około 57 tysięcy osób, wliczając w to nie tylko ludzi w wieku produkcyjnym, ale także emerytów i dzieci. A ile firm z powiatu kępińskiego produkuje meble i ilu pracowników zatrudniają te firmy?
Precyzyjne określenie jest trudne, bowiem GUS z tego typu danymi „schodzi” wyłącznie do poziomu województwa. Natomiast z danych Urzędu Pracy w Kępnie wynika, że zakładów z branży stricte meblarskiej jest ok. 1,5 tys. Ja osobiście uważam, że jest ich dużo więcej, bliżej 3 tys., ale dla Urzędu to kwestia PKD. Wiemy jednak, że nie zawsze możemy postawić znak równości między PKD a faktyczną działalnością. W całym powiecie kępińskim działa zaś w sumie ok. 7,5 tys. firm. Dla porównania – w całym województwie wielkopolskim firm z branży meblarskiej jest ok. 4,6 tys., co też potwierdza potencjał naszego powiatu.
A ile osób pracuje w firmach z branży meblarskiej działających w powiecie kępińskim?
Z udzieleniem precyzyjnej odpowiedzi będę miał duży problem, ponieważ tej statystyki nikt nie prowadzi. Pamiętam, że – gdy byłem małym chłopcem w podstawówce – samochody jechały z Kępna w kierunku opolskiego: do Famaku, czy innych firm. Dzisiaj samochody jadą w drugą stronę – w kierunku powiatu kępińskiego. Nie mam wątpliwości, że z ościennych powiatów przyjeżdża do pracy w zakładach powiatu kępińskiego co najmniej 50 tys. osób. Prócz tego jest ogromna rzesza pracowników z zagranicy, którzy pracują oczywiście nie tylko w zakładach meblarskich, ale również w ich otoczeniu. Ich liczby też nikt nie jest w stanie określić, ale szacuje się, że jest to ponad 15 tys. i składa się na nią blisko 50 różnych narodowości.
Czy można powiedzieć, że kępińskie firmy z branży meblarskiej zatrudniają obecnie więcej osób, niż liczy sobie ludności cały powiat?
Ja się pod tym podpisuję obydwoma rękoma. Zwrócę przy okazji – oczywiście w formie żartu – uwagę na pewien paradoks statystyczny. Jeżeli powiat kępiński ma 57 tys. mieszkańców, natomiast pracuje w nim ponad 100 tys. mieszkańców, to na jakim poziomie procentowym jest tutaj bezrobocie?
Wspomniałeś o liczbie pracowników zagranicznych, a także liczbie narodowości. Domyślam się, że Benix również zatrudnia pracowników z zagranicy, bo po prostu musi.
Po prostu musi. Tak, to najlepsze skwitowanie wszelkich wątpliwości natury politycznej, socjalnej, społecznej czy jakiejkolwiek innej. Politycznie – temat jest pewnie trudny, natomiast biznesowo – nie ma od tego odwrotu. Jeżeli nie będziemy zatrudniali osób z zagranicy, to trzeba będzie ten przemysł „zwijać”. Myślę zresztą, że w powiecie kępińskim ludzie już trochę przyzwyczaili się do cudzoziemców.
Ta sytuacja wymusza zapewne na firmach działania, których nie byłoby, gdyby nie było tych problemów z pracownikami. Czy Benix w jakiś sposób pomaga tym pracownikom, organizując np. zakładowy transport, noclegi?
Odległości w powiecie kępińskim nie wymuszają organizacji zbiorowego transportu. Firm jest tak dużo, że wszędzie relatywnie jest blisko. Z drugiej strony przedsiębiorcy kępińscy dostrzegli, że budownictwo mieszkaniowe rekompensuje poniesione nakłady, dzięki czemu ci mieszkańcy mieszkają blisko swoich zakładów pracy. Agencje pośredniczące w rekrutacji pracowników zagranicznych, także pomagają tym pracownikom. My natomiast skupiamy się na tym, aby dać im dobrą pracę, dobrze płatną.
Ale też nie jest tak, że nie pomagamy. Pomagamy choćby w zaaklimatyzowaniu się czy w znalezieniu mieszkania. Nie mamy natomiast i nie budujemy – jeżeli taki był sens Twojego pytania – hoteli robotniczych. Nie ma zresztą takiej potrzeby, bo mieszkań w powiecie kępińskim buduje się naprawdę dużo. Zarówno w budownictwie jednorodzinnym, jak i wielorodzinnym.
Branża meblarska od blisko 4 lat przeżywa widoczne spowolnienie. Analizując przychody firmy za lata 2022-2024 widzę wzrost, wprawdzie niewielki, bo kilkuprocentowy, ale jednak. Czy oznacza to, że Benix wyszedł obronną ręką z czasów recesji?
Na pewno byśmy tego chcieli. Wyzwań w ostatnich latach było aż nadto wiele. To wojna w Ukrainie, zerwane na skutek pandemii łańcuchy dostaw, inflacja, recesja u naszego głównego partnera, czyli Niemiec. Cieszy mnie osobiście, że Benix w tych trudnych czasach daje sobie radę. To efekt ciężkiej pracy zarówno Szefostwa firmy, jak i zwykłych pracowników.
A jak wyglądał w firmie Benix rok 2025? Był lepszy niż poprzedni?
Dla nas to był dobry rok. Nie powiem, że łatwy, ale mimo wszystko miał więcej pozytywów niż negatywów. Na pewno nie był to jednak rok spokojny, a przecież gospodarka lubi spokój i przewidywalność. Nie widać zresztą za bardzo – co nas szczególnie niepokoi – symptomów powrotu do normalności.
Z czy widzisz może na horyzoncie lepsze czasy dla polskiej branży meblarskiej? Czy jednak rok 2026 też możemy sobie z góry spisać na straty?
Aktualnie jedyną pewną rzeczą jest to, że nic nie jest pewne. To jest największe wyzwanie, przed który stanie każda firma z branży meblarskiej. Dzisiaj, jeżeli ktoś ma powody do radości, to chyba wyłącznie sektor zbrojeniowy…
Mimo wszystko, ja zawsze byłem optymistą. Uważam, że to co zostało nam dane przez tych 30 lat – transformacja ustrojowa, skok cywilizacyjny, postęp – powinno nas motywować, byśmy dalej szli w tym kierunku. Żeby kolejne pokolenia nie doznały tego, co Ty, ja pamiętamy z lat 80. Róbmy zatem swoje i bądźmy dumni z pozycji Polskiego Meblarstwa!
Dziękuję za rozmowę.
ROZMAWIAŁ: Marek Hryniewicki
Wywiad ukazał się w miesięczniku BIZNES MEBLE, nr 4/2026.