Branża

Polska miłość do designu kończy się tam, gdzie zaczyna się cena

Aleksander Czarny, właściciel Studio Meblowe ARKA.

Polska miłość do designu kończy się tam, gdzie zaczyna się cena

Polacy uwielbiają luksus. Lubimy o nim mówić, lubimy się nim otaczać, lubimy fotografować się na jego tle. Problem polega na tym, że coraz częściej nie stać nas mentalnie na luksus, ale stać nas na jego imitację. A różnica między jednym a drugim jest nie tylko finansowa. Jest przede wszystkim moralna.

W branży meblarskiej od lat funkcjonuje ciche przyzwolenie na proceder, który w każdej innej dziedzinie zostałby nazwany po imieniu: kradzieżą własności intelektualnej.

Nie mówimy o inspiracji. Nie mówimy o podobnym stylu. Mówimy o kopiowaniu konkretnych projektów znanych światowych marek, produkowaniu ich w azjatyckich fabrykach, niektórych pracowniach stolarskich, przez sklepy internetowe, pośredników i sprzedawaniu jako „odpowiedników”, „replik”, „wersji inspirowanych” czy innych językowych „wygładzaczy”, które mają sprawić, że klient poczuje się lepiej.

Kopiowane są krzesła, lampy, fotele i dodatki rozpoznawalnych marek świata. Być może największym sukcesem rynku podróbek jest to, że nauczył ludzi nie używać słowa „kradzież”.

Reklama
Banne 300x250 px Furniture Romania ZHali Imre

Mówimy: replika, inspiracja, odpowiednik

Tworzymy coraz bardziej eleganckie określenia dla sytuacji, w której ktoś zarabia na cudzym projekcie bez zgody jego autora. Zmieniają się nazwy. Istota pozostaje ta sama. Bo przecież brzmi znacznie eleganckiej powiedzieć „replika” niż „podróbka”.

Najbardziej niepokojące jest jednak to, że proceder ten przestał budzić zażenowanie. Wręcz przeciwnie – bywa traktowany jako przejaw przedsiębiorczości. Uczestniczymy niestety w tzw. Teatrze hipokryzji. Najbardziej zdumiewające jest jednak nie samo istnienie podróbek. Najbardziej zdumiewające jest to, kto je kupuje.

To często nie są osoby przypadkowe. To ludzie wykształceni, zamożni, świadomi trendów. Niektórzy architekci wnętrz, inwestorzy, właściciele apartamentów, restauracji i hoteli. Ludzie, którzy deklarują przywiązanie do jakości, sztuki i dobrego wzornictwa.

Przychodzą do ekskluzywnego salonu. Oglądają oryginalne produkty. Dotykają materiałów. Korzystają z wiedzy sprzedawców. Fotografują detale konstrukcyjne. Zadają dziesiątki pytań. Po czym wychodzą. Nie po to, by wrócić z decyzją zakupową. Po to, by wysłać zdjęcia do stolarza lub pośrednika oferującego tańszą kopię. .

Trudno o bardziej groteskowy obraz współczesnego konsumenta

To trochę tak, jakby ktoś zwiedzał galerię sztuki tylko po to, by później zamówić wydruk fałszywego obrazu i powiesić go nad kominkiem, przekonując wszystkich gości, że obcuje z kulturą wysoką. Nikt nie wszedłby do salonu samochodowego, sfotografował nowego luksusowego Mercedesa, a następnie zamówił jego identyczną kopię w przydomowym warsztacie.

Jeszcze bardziej niepokojąca jest postawa części środowiska projektowego. Przykładowo – architekt wnętrz jest przedstawicielem branży kreatywnej. Sam oczekuje szacunku dla własnej pracy. Oczekuje, że klient nie będzie kopiował jego projektu bez zgody. Oczekuje wynagrodzenia za pomysł. A jednocześnie niektórzy przedstawiciele tego środowiska bez najmniejszego problemu rekomendują klientom kopie produktów światowych projektantów.

To sytuacja kuriozalna

Projektant broniący własnych praw autorskich, ale ignorujący prawa autorskie innych twórców, przypomina restauratora walczącego z kradzieżą własnego menu, który jednocześnie wynosi składniki z kuchni sąsiada. Nie można budować autorytetu zawodowego na podwójnych standardach.

Na szczególną uwagę zasługuje zjawisko podróbek w miejscach aspirujących do segmentu premium. Można to nazwać „luksusem z kontenera”. Pięciogwiazdkowe hotele, ekskluzywne apartamenty w tym również gabinety medycyny estetycznej, reprezentacyjne biura, prestiżowe lokale gastronomiczne, a nawet niektóre urzędy chętnie komunikują najwyższą jakość usług. Opowiadają o standardach, doświadczeniu klienta i dbałości o szczegóły. Tymczasem czasem wystarczy spojrzeć na wyposażenie wnętrza. Podróbka kultowego krzesła, designerskiego fotela, rozpoznawalnego wieszaka.

Fałszywy luksus udający prawdziwy luksus

To tak, jakby hotel reklamował się jako obiekt premium, a w garażu parkował flotę samochodów z podrobionymi znaczkami znanych marek.

Gość może nie zauważyć różnicy – ale różnica istnieje. I mówi bardzo wiele o wartościach właściciela.

To prawdopodobnie najczęściej powtarzane zdanie przez zwolenników podróbek. „Przecież wygląda tak samo” „Wygląda identycznie.” Rzeczywiście. Podrobiony fotel czy krzesło też wygląda podobnie. Podrobiona torebka również. Podrobione dzieło sztuki także może przypominać oryginał. Problem polega na tym, że wartość projektu nigdy nie wynika wyłącznie z jego wyglądu. Za oryginalnym produktem stoją lata pracy projektanta, badania, prototypy, testy, rozwój technologii, kontrola jakości i odpowiedzialność producenta. Za tym idzie jakość produktu, jego misterne wykończenie, detale, bezpieczeństwo użytkowania. Podróbka może przypominać oryginał na zdjęciu, ale nie reprezentuje tych samych wartości.

Podróbka korzysta z tego dorobku za darmo. Nie tworzy, ale też nie rozwija i nie inwestuje. Pasożytuje.

W debacie publicznej często oburzamy się na piractwo muzyczne, kopiowanie oprogramowania czy podrabianie markowych torebek. Tymczasem kopiowanie wzornictwa meblowego bywa bagatelizowane. A to przecież kradzież w białych rękawiczkach, bo mechanizm jest przecież identyczny. Kiedy ktoś świadomie kupuje podróbkę, korzysta z efektów cudzej pracy bez wynagrodzenia dla jej twórców.

Nie zmienia tego argument, że „oryginał jest za drogi”. Cena nie jest usprawiedliwieniem dla naruszania praw własności intelektualnej.

Ostatecznie nie tylko traci rynek, ale traci także klient. Kupuje produkt o nieznanym pochodzeniu, niepewnej jakości i bez gwarancji zgodności z normami bezpieczeństwa.

Warto odpowiedzieć sobie więc na pytanie, czy szanujemy własność intelektualną tylko wtedy, gdy dotyczy naszej pracy, czy również wtedy, gdy dotyczy pracy innych. Czy design jest dla nas kulturą, czy wyłącznie dekoracją.

Czy luksus rozumiemy jako jakość, czy jedynie jako logo

W Polsce bowiem bardzo często narzekamy na brak innowacyjności, brak silnych marek i niedocenianie twórców. Jednocześnie bez większych wyrzutów sumienia finansujemy rynek, który żyje z kopiowania cudzych pomysłów. Nie można jednocześnie podziwiać światowego designu i finansować jego podrabiania.

Tak jak nie można mówić o luksusie, siedząc na kopii. I nie można też oczekiwać poszanowania własnej pracy, jeśli lekceważy się pracę innych.

Podróbka nie jest tańszą wersją oryginału. Jest świadomym wyborem, który mówi więcej o kupującym niż o produkcie.

To nie jest problem mebli. To problem kultury biznesowej. Bo kraj, który akceptuje podróbki, wcześniej czy później zaczyna akceptować również podrabianie wartości. A wtedy podróbką staje się nie tylko krzesło. Podróbką staje się prestiż.

Jeżeli chcemy budować w Polsce kulturę innowacji, szacunku dla projektantów i silnych marek, musimy skończyć z udawaniem, że podróbka jest niewinnym kompromisem. Nie jest. To świadoma decyzja biznesowa i konsumencka. A każda taka decyzja wysyła prosty komunikat: cudza własność intelektualna jest dla mnie ważna tylko wtedy, gdy należy do mnie.

TEKST: Aleksander Czarny, właściciel Studio Meblowe ARKA

Artykuł ukazał się w miesięczniku BIZNES MEBLE, nr 8/2026.