Branża

Work-life balance: mądry sposób na życie czy mit?

Fot. Vitaly Gariev, źródło: pexels.com.

Work-life balance: mądry sposób na życie czy mit?

Ostatnio sporo się mówi o utrzymaniu równowagi między pracą a życiem prywatnym, szczególnie w kwestii zdrowia psychicznego. Na pierwszy rzut oka brzmi to logicznie: po zakończeniu dnia w pracy powinniśmy się od niej odciąć i przejść na inne tory, by móc zadbać o inne sfery swojej codzienności. Jednak czy to jest naprawdę osiągalne i czy próba utrzymania tego słynnego balansu może Ci zaszkodzić?

Z każdej strony atakują nas porady dotyczące tego, jak perfekcyjnie zaplanować dobę, żeby odnaleźć w niej miejsce na rozwój kariery, spędzanie czasu z rodziną, rozwijanie pasji, domowe obowiązki i osiem godzin snu. W teorii wydaje się to przepisem na cudowne życie pozbawione stresu, gdzie spełnienie i nieskończony entuzjazm są na wyciągnięcie ręki. W rzeczywistości jednak ta bezlitosna gonitwa za perfekcyjną harmonią może doprowadzić do wypalenia i innych niełatwych wyzwań.

Balans czy… stres? Spójrzmy prawdzie w oczy

Słyszę często na szkoleniach, jak ludzie mówią: „Byle do piątku”, „Jeszcze tylko dwa dni i weekend”. Ty również z pewnością się z tym spotkałeś. A może nawet sam wpadłeś w podstępną pułapkę życia od soboty do soboty? Dla wielu osób wygląda to tak, że przez pięć dni w tygodniu zaciskają zęby i odbębniają swoje służbowe obowiązki. Nawet, jeśli są sumienni i potrafią dawać z siebie wszystko na objętym stanowisku, nie przynosi im to zawodowej satysfakcji.

Fot. Cottonbro Studio, źródło: pexels.com.
Fot. Cottonbro Studio, źródło: pexels.com.

Kiedy w końcu nadchodzi wyczekiwany piątkowy wieczór, wewnętrzne bariery puszczają. Chcesz jednocześnie odreagować skumulowane napięcie i znaleźć czas na wszystko, na co zabrakło Ci miejsca w trakcie tygodnia. Tylko jak w nieco ponad 48 godzinach zmieścić relaks, pasje, towarzyskie spotkania i mentalny „reset”, nie mówiąc o codziennych obowiązkach?

Reklama
Banne 300x250 px Furniture Romania ZHali Imre

No właśnie: nie da się, dlatego sporo osób ulega pokusie i sięga po destrukcyjne nawyki. Odreagowywanie potrafi przybierać formę regularnych imprez, zarwanych nocek czy spożywania alkoholu. To jednak nie służy ani naszej psychice, ani naszemu zdrowiu fizycznemu.

Regularne przeskoki pomiędzy dyscypliną w tygodniu a weekendowym przeciążeniem i skumulowany stres mogą objawiać się również poprzez dolegliwości somatyczne. Zaliczają się do nich przykładowo nadmierne zmęczenie, obezwładniające migreny, a także dolegliwości żołądkowe i bóle napięciowe mięśni.

Gra, w której nie da się wygrać. Co mówią badania?

Skąd wzięła się popularność schematu pięciu dni „roboty” i dwóch dni na odpoczynek? Stąd, że rozpowszechniona koncepcja work-life balance opiera się na założeniu, które jest wadliwe: tzw. gry o sumie zerowej. Opisał to badacz oraz ekspert ds. zarządzania David J. McNeff w książce „The Work-Life Balance Myth” („Mit równowagi między pracą a życiem prywatnym”).

Co to oznacza? Omawiana koncepcja opiera się na wręcz matematycznym modelu, w którym każda godzina oraz ilość energii włożona w pracę to automatyczna strata dla Twojego życia prywatnego (oraz odwrotnie). Autor książki jasno mówi, że taka presja idealnego dzielenia czasu między dwie sfery wpędza nas w chroniczne poczucie winy, bo próbujemy za wszelką cenę sprostać wyzwaniu. To zmusza mózg do nadmiernego wysiłku i potęguje stres, zamiast go rozładowywać.

Nie każdy o tym wie, ale już w 1996 roku socjolożka Christena Nippert-Eng wyszła z propozycją zupełnie innego podejścia, przedstawiając znaną Teorię Granic („Boundary Theory). Jej badania, które potem zostały rozbudowane i uzupełnione przez badaczkę Sue Campbell Clark, udowodniły, iż usilne próby rozdzielenia omawianych dwóch światów zwyczajnie się nie sprawdzają.

Według odkryć socjolożki nie funkcjonujemy w hermetycznych sferach, ale poruszamy się w elastycznych sekwencjach. Zamiast forsować work-life balance i mówić sobie, że od 8:00 do 16:00 istnieje jedynie praca, a o 16:01 zaczyna się życie prywatne, badania proponują model inteligentnej integracji. Opiera się on na założeniu, że nasze sfery życiowe naturalnie się przenikają. A Ty nie musisz ich na siłę rozdzielać, by czuć prawdziwą satysfakcję i uniknąć wypalenia.

Przykład gry o sumie zerowej z życia wzięty

Czas na krótką anegdotę! Niektórzy mówią, że da się pogodzić macierzyństwo z robieniem kariery. To jest klasyczna pułapka, którą opisywał David J. McNeff. Usiłując być jednocześnie doskonałym pracownikiem i najlepszą matką, automatycznie wprowadzamy się w potężne wyrzuty sumienia. To jak przeciąganie liny, gdzie po obu stronach są dziedziny: „macierzyństwo” oraz „kariera”. Czy to wygląda na zdrowe podejście?

W moim przypadku do opieki nad dziećmi oraz pracy na wysokim stanowisku dochodziły jeszcze studia. Rozwój był dla mnie bardzo ważny, więc zamiast dążyć do bycia idealną w każdej sferze, dbałam o to, by czas spędzany z dziećmi był jakościowy. Oddelegowywałam obowiązki, które mógł wykonać dla mnie ktoś inny. Już wtedy zrozumiałam, że ważne jest, by pogodzić się z tym, że robimy tyle, ile możemy, dając z siebie 100%. To wystarczy, a każda z naszych ścieżek łączy się w jedną.

Spójrz prawdzie w oczy. Czy lubisz swoją pracę?

Pomyślmy chwilę nad założeniem koncepcji work-life balance. Opiera się ona na stwierdzeniu, że praca to ciężar, który trzeba odpowiednio równoważyć czasem wolnym, bo „prawdziwe” życie zaczyna się dopiero po godzinach. To dość niezachęcająca wizja, prawda? A sporo z nas myśli podobnie, wstając rano z łóżka z negatywnym nastawieniem i poczuciem, jakbyśmy byli zakładnikami.

Z reguły w pracy spędzamy większą część naszego tygodnia, poświęcając jej więcej czasu niż bliskim osobom czy własnym zainteresowaniom. Dlatego jeśli zajmujesz stanowisko, którego nie lubisz, które Cię przytłacza bądź nudzi, tutaj żaden magiczny „balans” Cię z tego nie wyrwie. Godzisz się bowiem na to, by większą część dni poświęcać na coś, co nie daje Ci żadnej radości ani satysfakcji. Poczucie braku sensu i utkwienia w miejscu może doprowadzić do wypalenia czy innych przykrych konsekwencji.

Jak jest, gdy jest odwrotnie? Jeśli zaczynasz angażować się w to, do czego czujesz prawdziwą pasję i to staje się Twoją pracą, z pewnością pojawia się ogromna ulga. Zachodzi jednak wówczas również inna, fascynująca zmiana: nie pilnujesz już kalendarza i nie odliczasz dni do soboty. Kontrast pomiędzy tygodniem pracy a weekendem zaciera się. A jeśli dodasz do tego dbanie o podstawy, jakimi są m. in. jedzenie oraz sen, wtedy odkrywasz wyzwalającą prawdę. Kiedy jesteś w formie i lubisz to, co robisz, każdy dzień staje się dobrym dniem na życie!

Czym jest brakujące ogniwo?

Zdarzają się też takie sytuacje, gdzie to nie nasze stanowisko lub związane z nim obowiązki są źródłem bycia nieszczęśliwym. Bywa, że nasza praca kryje w sobie ogromny potencjał, ale nasz tryb życia powstrzymuje nas przed poczynieniem postępów w tej kwestii. Gdy w trakcie swoich szkoleń mówię o fundamentach – odpowiedniej ilości snu, zdrowej diecie, regularnym ruchu i o byciu dla siebie życzliwymi – spotykam się ze sceptycznymi minami. Rozumiem, że uczestnicy mogą spodziewać się magicznego (i najlepiej prostego!) przepisu na szybki sukces, a w zamian rzucam im wyzwanie, które opiera się na banalnych podstawach.

To, co dzieje się później, stanowi jedne z najpiękniejszych doświadczeń w mojej pracy. Spotykam osobę, którą pamiętam ze szkolenia, a ona podchodzi do mnie z uśmiechem i mówi: „Dziękuję, to działa!”, a ja widzę w nich autentyczną przemianę. Warto o tym pamiętać, pragnąc odzyskać energię i zdolność do cieszenia się życiem.

Praca-dom? Twoje życie ma więcej wymiarów

Jak więc wyjść z pułapki zerojedynkowego myślenia i przejść do życiowej synergii? Przede wszystkim warto odpuścić odliczanie godzin na zegarku i dni w kalendarzu. Skup się na sobie i na tym, jak w ciągu dnia rozkładają się zasoby Twojej energii. Właśnie na tym oprzyj swoją codzienną rutynę. Planuj intensywną pracę na chwile, gdzie masz najjaśniejszy umysł i najwięcej inspiracji. A gdy potrzebujesz odpoczynku – odpoczywaj! To świetnie uczy budowania elastycznych granic.

Jeżeli wyjście na kawę czy siłownię w ciągu dnia pozwoli Ci przewietrzyć umysł, a projekt możesz dokończyć wieczorem, właśnie tak zrób i nie daj dość do głosu żadnym wyrzutom sumienia. W ten sposób masz szansę przekonać się, jak życzliwość i wyrozumiałość wobec samego siebie mogą pozytywnie wpłynąć na to, jak widzisz wszystko wokół. Nie będziesz też już „niewolnikiem” zegarka, a praca przestanie być syzyfowym kamieniem do toczenia pod górkę przez pięć dni w tygodniu. Kto wie, może nawet odkryjesz w sobie głęboko zagrzebaną pasję i nowe pomysły?

Pamiętaj również o tym, że Twoje życie nie dzieli się na tylko dwie części i nie polega na nieskończonym wykonywaniu zadań na linii praca-dom. Istnieje w nim o wiele więcej obszarów, które tylko czekają na wpisanie w Twój grafik. Znajdź w tygodniu czas na celebrowanie relacji z bliskimi czy rozwój intelektualny albo pielęgnację unikalnych pasji. To będzie dla Ciebie fantastycznym zastrzykiem energii, który da Ci przysłowiowego kopa do działania również w pozostałych polach.

Klucz do szczęścia

Do dzisiaj mówi się nam, że kluczem do bycia szczęśliwym i spełnionym jest idealny balans między życiem prywatnym a pracą. Wiemy już jednak, iż ta niekończąca się gonitwa za perfekcyjną równowagą przynosi więcej frustracji i poczucia winy, niż szczęścia i ukojenia. Sztuczne dzielenie doby na dwie zupełnie osobne części nie jest rozwiązaniem: jest nim mądre przenikanie się wszystkich sfer życia. Zbudowanie elastyczności daje nam wolność oraz możliwość odpoczynku i resetu, by sprostać zawodowym wyzwaniom. W końcu ładowanie baterii nie będzie pięcioma godzinami snu wciśniętymi w dzień z czystego poczucia obowiązku.

Twoja codzienność jest spójną całością, choć składa się z wielu wspaniałych wymiarów. To coś więcej niż dwa etaty: ten w pracy i ten w domu – i to jest piękne! Gdy zadbasz o fundamenty, przestaniesz próbować utrzymywać sztuczny, wymuszony balans i pozwolisz sobie cieszyć się każdym dniem. Będziesz na najlepszej drodze do zmiany, która Cię zaskoczy, również w sferze biznesowej. Chodzi przede wszystkim o poczucie, że jest się we właściwym miejscu.

Wyobraź sobie, że z niecierpliwością czekasz na każdy kolejny dzień i zawsze budzisz się z ekscytacją, niezależnie od tego, czy to poniedziałek, czy niedziela. Brzmi genialnie, prawda? Dotarcie do takiego punktu jest w 100% wykonalne i to właśnie w trakcie moich szkoleń (również indywidualnych) pomagam ludziom to osiągnąć.

TEKST: Anna Gąsiorowska

Artykuł ukazał się w miesięczniku BIZNES MEBLE, nr 9/2026.